Luksusowy kurort, szampan i beztroska zabawa w jedną chwilę zamieniły się w sceny rodem z horroru. Gdy w noc sylwestrową ogień strawił bar w Crans-Montana, większość uciekała w panice. Ale nie on. 55-letni Paolo Campolo wbiegł w sam środek dymu, by wyrywać ludziom śmierć z rąk. Dziś mówi o nim cały świat.
Ogień zajął sufit w sekundy. "Ludzie płonęli od stóp do głów"
Crans-Montana w Szwajcarii to symbol bogactwa i idealnych stoków, ale tej nocy ten szwajcarski kurort narciarski stał się miejscem niewyobrażalnego dramatu. W barze Le Constellation bawiły się setki osób, gdy nagle, prawdopodobnie od fajerwerków, drewniany sufit zajął się ogniem w zaledwie kilka sekund. Paolo Campolo, mieszkający tuż obok, nie brał udziału w imprezie, ale zapach spalenizny i krzyki wyrwały go z domu. W rozmowie z portalem 20 Minuten przyznał, że nie kalkulował ryzyka. Chwycił gaśnicę i ruszył w stronę łuny.
To, co działo się wewnątrz, przypominało dantejskie sceny. Świadkowie mówią o "ścianie ognia", która odcięła drogę ucieczki, i o bardzo wąskich schodach, którymi w ciągu 30 sekund próbowało przecisnąć się 200 osób. Ludzie tratowali się nawzajem, walcząc o każdy oddech. 18-letni świadek opisał wstrząsający widok ludzi "płonących od stóp do głów", którzy wybiegali na zewnątrz, nie mając już na sobie ubrań.
x.com/lamusiquestar
Czytaj także: Piekło w luksusowym kurorcie w noc sylwestrową. Czy ucierpieli Polacy? Jest komunikat MSZ
Wstrząsająca relacja świadka pożaru. "Widziałam ludzi martwych obok mnie"
Jeszcze bardziej poraża relacja 17-letniej Laetitii, która cudem ocalała z tego piekła. Dziewczyna znalazła się w śmiertelnej pułapce przy jedynym wyjściu. Jej słowa mrożą krew w żyłach i oddają grozę sytuacji, z którą musieli zmierzyć się bawiący się tam nastolatkowie.
Byłam przygnieciona przez trzy, cztery osoby. Niektórzy już się palili. Widziałam ludzi martwych obok mnie
— wyznała nastolatka, dodając drastyczny szczegół, który na zawsze zostanie w jej pamięci.
Nad sobą widziałam dziewczynę, która miała popalone ubrania, włosy, twarz. Patrzyła na mnie z ogromnym strachem w oczach.
Bohater z Crans-Montana wyrywał ludzi śmierci
W tym totalnym chaosie Paolo Campolo stał się aniołem stróżem dla wielu uwięzionych. Wiedział, gdzie jest tylne wyjście i tam skierował swoją desperacką walkę. Nie mógł wejść głęboko — temperatura była zabójcza — więc dosłownie wyłapywał tych, którzy byli najbliżej drzwi, zanim ogień odciął im ostatnią drogę ucieczki.
Tam nie można było normalnie wejść, zaledwie metr, dwa od drzwi zaczęliśmy wyłapywać znajdujące się tam osoby i je wyciągać na zewnątrz. Mam przed oczami obraz wielu osób ciężko poparzonych
— relacjonował bohaterski Włoch, który obecnie sam leczy poważnie podrażnione drogi oddechowe w szpitalu w Sion. Dzięki jego brawurze co najmniej Włoch uratował 20 osób.
Ocaliło ją ciasto. Niezwykły zwrot akcji
Los bywa przewrotny i pisze scenariusze, w które trudno uwierzyć. Wśród ocalałych znalazł się narzeczony córki partnerki Campolo. Chłopak był w samym centrum piekła.
On jest w szpitalu, chyba w Bazylei
— zdradził Campolo. A jego ukochana? Ocalała dzięki... świątecznemu łakomstwu. Dziewczyna została w domu, by zjeść tradycyjne włoskie ciasto panettone. Ten kawałek drożdżowego wypieku stał się dla niej polisą na życie, ratując ją przed horrorem, który rozegrał się tej nocy.
Potężna akcja ratunkowa i żałoba w Szwajcarii
Niestety, nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Ofiary pożaru Crans-Montana to nie tylko statystyka, to dziesiątki złamanych życiorysów. Zginęło około 47 osób, a identyfikacja ofiar w Szwajcarii wciąż trwa — 47 ciał czeka na rozpoznanie. Skala zniszczeń wymagała uruchomienia potężnej machiny ratunkowej. Na miejsce ściągnięto aż 13 śmigłowców i 42 karetki, a o życie rannych walczyło 150 medyków. Cały kraj pogrążył się w żałobie, a bohaterski czyn Paolo Campolo jest jedynym jasnym punktem tej mrocznej nocy.