Tegoroczna Sylwestrowa Moc Przebojów w Toruniu miała być triumfem nostalgii i wielkich hitów, ale dla głównej gwiazdy wieczoru zakończyła się prawdziwą wizerunkową katastrofą. Thomas Anders, legenda lat 80., musiał zmierzyć się z lawiną oskarżeń o "udawany" występ. Artysta zabrał głos tuż po imprezie, ale jego słowa mogą zaskoczyć wielu rozgoryczonych fanów. Kontrast między astronomiczną gażą a rozczarowaniem milionów widzów jeszcze nigdy nie był tak wyraźny.
400 tysięcy złotych za udawanie? Fani nie zostawili na Andersie suchej nitki
Stacja Polsat postawiła w tym roku na gigantyczny rozmach. Rynek w Toruniu zmienił się w futurystyczną arenę, gdzie monumentalna scena, gigantyczne ekrany LED i spektakularne lasery miały stworzyć oprawę godną światowego show. W tym błyszczącym anturażu wystąpiła plejada gwiazd, w tym Maryla Rodowicz, Doda, Skolim, Beata Kozidrak czy Zenek Martyniuk. Jednak największą atrakcją miał być Thomas Anders, lider kultowego Modern Talking. Według doniesień "Faktu", za swój krótki występ artysta zainkasował blisko 100 tysięcy euro, czyli ponad 400 tysięcy złotych.
Niestety, nowoczesna technologia obnażyła brutalną prawdę. Zamiast wokalnej ekstazy, widzowie dostrzegli rażący brak synchronizacji. W mediach społecznościowych natychmiast zawrzało, gdy internauci zauważyli, że Thomas Anders nawet nie stara się ukryć faktu, że nie śpiewa na żywo. Wpadka Thomasa Andersa stała się głównym tematem dyskusji, przykrywając muzyczne święto cieniem skandalu.
Tak bezczelnego playbacku to żem się nie spodziewał. Polsat weźcie kamerę na niego nie kierujcie, bo ten Thomas Anders z Modern Talking kompletnie co innego śpiewa.
Anders, nawet z playbacku nie potrafi udawać.
Playback roku.
Jeszcze większe emocje wzbudziła kwestia finansowa. Widzowie nie kryli wściekłości, zestawiając jakość występu z gigantycznym honorarium, jakie otrzymał Bernd Weidung. Dla wielu fanów był to dowód na cyniczne podejście do polskiej publiczności.
Nie no super. Nie ma to jak śpiewanie z playbacku za gruby hajs. Żenada.
Playback, jak co roku to samo, ale kasa się zgadza.
AKPA
Thomas Anders przerywa milczenie. Tak zareagował na wydarzenia w Toruniu
Zaledwie kilka godzin po tym, jak **hejt na Thomasa Andersa** rozgrzał internet do czerwoności, artysta pojawił się w noworocznym wydaniu programu „Halo, tu Polsat”. Widzowie oczekujący wyjaśnień lub chociaż cienia skruchy srogo się zawiedli. **Thomas Anders** ani słowem nie zająknął się o sylwestrowym skandalu czy zarzutach o **playback**, zamiast tego serwując widzom laurkę na temat polskiej gościnności.
Gwiazdor postanowił całkowicie zignorować techniczne "niedociągnięcia", skupiając się na budowaniu narracji o bliskości z Polakami. Jego słowa miały być prawdopodobnie odpowiedzią na zarzuty o "skok na kasę" – artysta sugerował, że przyjeżdża tu z potrzeby serca, a nie dla portfela.
W pewnym sensie czuję się tak, jakbyśmy byli sąsiadami i jakbym za każdym razem wracał do domu. Wszyscy są bardzo serdeczni i bliscy.
Muzyk chętnie opowiadał o prezentach i uwielbieniu, jakim darzą go fani nad Wisłą. Podkreślał, że każda wizyta w naszym kraju wiąże się z ogromną dawką sentymentu.
Kiedy przyjeżdżam do hotelu, czekają tam na mnie fani. Pokazują mi stare płyty i zdjęcia sprzed dziesięcioleci. To zawsze jest dla mnie czymś wyjątkowym.
Legenda Modern Talking nie rezygnuje z Polski. Czy fani mu wybaczą?
Stacja Polsat, która w poprzednich latach była liderem oglądalności z wynikiem ponad 4 milionów widzów, liczyła na to, że Sylwestrowa Moc Przebojów 202* pobije kolejne rekordy. Udział zagranicznej gwiazdy formatu Andersa miał być w tym kluczowy. Mimo fali krytyki, sam artysta wydaje się niewzruszony i już planuje kolejne występy.
Uwielbiam przyjeżdżać do Polski, ponieważ ludzie są tu niezwykle przyjaźni i otwarci. Myślę, że nawet w tym roku zagram tutaj nawet pięć, sześć, a może nawet siedem koncertów.
Deklaracja o serii koncertów w 2026 roku brzmi pewnie, ale pozostawia otwarte pytanie o lojalność publiczności. Czy w przyszłym roku polscy fani znów zapłacą za oglądanie ruszającego ustami idola sprzed lat, czy nostalgia ma jednak swoje granice i autentyczność w końcu wygra z sentymentem?