Jolanta Kwaśniewska przez lata starała się chronić prywatność swojej rodziny. Jej ojciec, Julian Konty, jako nastolatek cudem uniknął śmierci podczas rzezi na Wołyniu. Porażające wspomnienia z pacyfikacji rodzinnej wsi oraz brutalna utrata najbliższych położyły się cieniem na jego całym życiu. Dziś była pierwsza dama ujawnia wstrząsające kulisy tej niewyobrażalnej tragedii.
Julian Konty i pacyfikacja wsi Borszczówka na Wołyniu
Jolanta Kwaśniewska wróciła do najtrudniejszych kart z historii swojej rodziny. Podczas rozmowy w programie „Rozmowy (nie)wygodne” na antenie TVP Info opowiedziała o dramatycznych losach Juliana Kontego. Przyszły pułkownik i szef łączności w Wojskach Ochrony Pogranicza wychowywał się na Kresach Wschodnich. To właśnie tam jego bliscy padli ofiarą okrutnej pacyfikacji.
Była pierwsza dama z ogromnym bólem opisała skalę tragedii, jaka dotknęła jej krewnych w czasach wojennych.
Byłyśmy takie ukochane i wytulone, z tego względu, że tata był taką silną osobowością, tata miał potworne dzieciństwo, tata pochodził z rodziny Kresowej, z Wołynia, w związku z tym widział i przeszedł mordy na Wołyniu, jego rodzina została — siostra z mężem, z córką — zamordowana, spalona w stodole, kolejna siostra była zesłana na Sybir, jedno z dzieci tam zmarło, szwagier został zamordowany w Ostaszkowie, tata przeszedł cały szlak 2. Armii Wojska Polskiego jako 15-latek, więc ja myślę, że on w sobie miał bardzo dużo takich potwornych widoków.
Po trudach wojennych Julian Konty próbował ułożyć sobie życie na nowo. Matka byłej pierwszej damy, Anna Konty z domu Laskowska, pracowała jako księgowa w Kaszubskiej Brygadzie WOP, z której później odeszła, by zająć się wychowaniem dzieci. Przeszłość ojca regularnie jednak wracała, a rodzina żyła w cieniu milczenia.
Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Ucieczka 15-letniego Juliana i ratowanie chorej babci
Julian Konty miał zaledwie 15 lat, gdy 3 marca 1943 roku w jego rodzinnej okolicy rozegrał się dramat. Tego dnia oddziały niemieckie oraz policja ukraińska wymordowały mieszkańców kolonii Borszczówka i Lidawka. Nastoletni chłopiec uniknął śmierci tylko dzięki temu, że ukrył się w rurze melioracyjnej. Kiedy najgorsze minęło, Julian wraz z rodzeństwem podjęli heroiczną próbę ratunku chorej babci. Umieścili kobietę na noszach zrobionych z wyrwanych drzwi i przenieśli ją ponad 30 kilometrów pieszo do oddalonego Ostroga.
W swojej książce „Pierwsza dama”, której premiera miała miejsce pod koniec października 2024 roku, 69-letnia Jolanta Kwaśniewska opisała szczegóły straty, jakiej doświadczył wówczas jej ojciec. Z rąk oprawców zginęła jego siostra, Zofia Kraśnicka wraz ze swoim mężem Czesławem.
Zginęła jedna z sióstr taty z mężem i czteroletnią córeczką, którą Niemiec złapał za nogi, a jej głowę rozbił o róg budynku. Tato to wszystko widział jako piętnastoletni chłopiec.
AKPA
Trauma wojenna i milczenie w domu Kwaśniewskich
Mimo żołnierskiej dyscypliny — w domu Jolanta Kwaśniewska była traktowana jak chłopiec i nazywana przez rodziców „Włodkiem” — Julian Konty w trudnych chwilach uciekał w samotność. Była pierwsza dama relacjonowała, że kiedy nadchodził cięższy okres i wracały wojenne demony, jej ojciec zamykał się sam w pokoju i wypalał do 40 papierosów marki "Płaskie" dziennie. Trauma zbrodni wołyńskiej była tak głęboka, że podczas prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego w latach 1995-2005, córka musiała chronić swojego ojca przed makabrycznymi widokami. Gdy przechodził u niej w domu rekonwalescencję po operacji, jeden z gości przyniósł historyczny album dokumentujący rzeź, z drastycznymi zdjęciami dzieci przywiązanych drutem do drzew. Córka natychmiast ukryła ten materiał, by oszczędzić mu cierpienia.
Sam Julian Konty postanowił osobiście zmierzyć się z tym koszmarem w jesieni swojego życia. 6 listopada 2003 roku odwiedził miejsce kaźni mieszkańców rodzinnej wsi. Nad bratnią mogiłą, w której spoczęli jego bliscy i sąsiedzi, wypowiedział poruszające słowa.
Tu był mój dom rodzinny. Przeszło 60 lat temu rozegrała się tragedia. 3 marca 1943 roku przybył oddział niemiecki i lokalnej policji - wymordował Borszczówkę i Lidawkę. Zginęła moja siostra, Zofia Krasicka z mężem Czesławem i ich dzieckiem. Byłem świadkiem grzebania zamordowanych około 250 osób pochowanych w tej bratniej mogile.