63-letnia Iwona Pavlović od lat nieprzerwanie ocenia taneczne popisy gwiazd, zasiadając w jury programu "Taniec z gwiazdami" już od jego pierwszej edycji. Choć przez lata mówiło się o jej skromnym świadczeniu w wysokości 2500 zł, tancerka właśnie ujawniła, że kwota na jej koncie nagle wzrosła do 4000 zł. "Czarna Mamba" bez ogródek przyznaje, że zapracowała na te pieniądze ciężką harówką na parkiecie.
Iwona Pavlović o wzroście emerytury do 4000 złotych
Iwona Pavlović swoją życiową przygodę z parkietem rozpoczęła bardzo wcześnie, bo już w wieku 15 lat. Przez kolejne dekady ciężko pracowała na swoją pozycję, budując taneczne imperium i zyskując status niekwestionowanej ekspertki. Dziś, mimo ogromnej popularności i nieustającej obecności w mediach, świadczenie, jakie otrzymuje od państwa, wciąż budzi ogromne emocje.
Jak wyznała w rozmowie z portalem Jastrząb Post, przeprowadzonej podczas pobytu w Cannes, kwota, którą wypłacał jej Zakład Ubezpieczeń Społecznych, wahała się początkowo w granicach 2500–2600 złotych, by ostatecznie znacznie wzrosnąć. Gwiazda podchodzi jednak do tych wyliczeń z ogromnym dystansem. Słynna "Czarna Mamba" potrafi bowiem skrupulatnie liczyć nie tylko błędy w krokach u uczestników telewizyjnego show, ale i własne finanse.
Na waciki starcza spokojnie. To są nieduże pieniądze, ale wielu ludzi z takich pieniędzy żyje. Mam większe pieniądze i z nich żyję, ale z tej kwoty robię jakieś opłaty. To jest taki konkretny człon moich dochodów i jak wpływa na moje konto, to bardzo mnie to cieszy, bo ciężko pracowałam przez całe życie, więc uważam, że należą mi się te pieniążki.
Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Działalność gospodarcza a niska emerytura gwiazdy
Skąd wzięła się początkowo tak niska kwota u najsłynniejszej jurorki w Polsce? Odpowiedź jest niezwykle prosta i doskonale znana wielu polskim przedsiębiorcom. Przez całe swoje życie zawodowe tancerka prowadziła własną działalność gospodarczą. Nigdy nie była zatrudniona u kogoś na etacie, co bezpośrednio przełożyło się na wysokość zgromadzonego kapitału w ZUS.
Podczas tej samej rozmowy z reporterką Jastrząb Post we francuskim Cannes, Iwona Pavlović podkreśliła, że doskonale zdawała sobie sprawę z konsekwencji takiego modelu pracy. Zamiast liczyć na mannę z nieba, wolała wziąć sprawy we własne ręce i zawczasu pomyśleć o solidnej poduszce finansowej na jesień życia.
Staramy się korzystać, na ile możemy. Ale jestem bardzo rozsądna, ponieważ wiedziałam, że będę miała niską emeryturę. Całe życie miałam działalność, nigdy nie pracowałam u kogoś. Wiedząc, że będę miała niską emeryturę, zawsze lubiłam mieć jakieś małe zaplecze. Zabezpieczam się, żeby kiedyś się nie zdziwić.
AKPA
Pragmatyzm zamiast luksusu. Jak oszczędza Iwona Pavlović?
Temat finansów "Czarnej Mamby" nie zakończył się jednak na Lazurowym Wybrzeżu. Z kolei w innej rozmowie – opublikowanej w maju 2026 roku na łamach redakcji "Faktu" oraz "Super Expressu" – gwiazda ponownie odniosła się do swojego majątku. Okazuje się, że pragmatyzm to jej drugie imię, a pociąg do niebotycznie drogich gadżetów jest jej zupełnie obcy.
Choć telewizyjny blichtr mógłby sugerować coś innego, jurorka stanowczo odcina się od wizerunku oderwanej od rzeczywistości celebrytki. We wspomnianych majowych wywiadach tancerka wyznała bez ogródek, że przesadny luksus wywołuje u niej po prostu dyskomfort. Zdecydowanie nie interesuje jej kolekcjonowanie najdroższych metek.
Nie jestem głuptaskiem, że zarabiam, to sobie kupię porsche. Gromadzę, zabezpieczam, ponieważ emeryturę mam dosyć niską. Dawno już o tym myślałam. Nie gromadzę dla gromadzenia, jeżeli mogę gdzieś je wydać, to tak naprawdę wydaję. Może to też wynika z tego, że ja się źle czuję w przesadnym luksusie. Ja się czuję źle z torebką za 50 tysięcy.
Tancerka w rozmowie z „Faktem” przyznała, że jej sytuacja materialna jest stabilna dzięki bieżącym zarobkom. Z nutą ironii zaznaczyła, że narzekanie na drożyznę w jej przypadku byłoby „grzechem”, podczas gdy inni muszą wyliczać każdą złotówkę z długopisem w ręku. Takie racjonalne podejście do finansów idealnie podsumowuje całą jej postawę.
Gdybym narzekała na ceny prądu, to bym grzeszyła, dlatego, że ja dobrze zarabiam.