Izabela Kuna, którą fani pokochali za role w „Lejdis” czy postać Wandy w trzech częściach filmu „Teściowie”, otworzyła się na temat bolesnej przeszłości. Aktorka, która rzadko opowiada o swoim życiu prywatnym, w rozmowie z „Newsweekiem” przyznała wprost, że lata spędzone w Kościele nie miały nic wspólnego z wiarą. Gwiazda nie gryzie się w język i ujawnia, że do spowiedzi gonił ją strach.
- Izabela Kuna w wywiadzie dla „Newsweeka” przyznała, że odeszła od Kościoła przed laty
- Aktorka przez dziewięć lat przystępowała do spowiedzi w pierwsze piątki miesiąca wyłącznie ze strachu
- Gwiazda otwarcie nazywa dziś instytucję Kościoła „cyrkiem i zabobonem”, choć wciąż czuje wewnętrzną potrzebę wiary
- Matka aktorki twierdzi, że jej córka ostatecznie zerwała z religią po przeprowadzce do Warszawy
Jak wyglądała młodość Izabeli Kuny w Kościele
Izabela Kuna w młodości rzetelnie wypełniała religijne obowiązki, choć powody jej obecności na lekcjach religii były dalekie od teologii. Aktorka przyznaje, że katecheza była dla niej po prostu świetną okazją, by pogadać z rówieśnikami. Schody zaczynały się dopiero w niedzielę.
Atmosfera w samej świątyni budziła jednak w młodej dziewczynie zupełnie inne, zdecydowanie mroczniejsze emocje. Aktorka w młodości wręcz nie znosiła uczestnictwa w niedzielnych mszach świętych. Sam majestatyczny ceremoniał kojarzył jej się nieodłącznie z przytłaczającym smutkiem. Ten ciężar trudno było udźwignąć osobie pełnej energii i marzeń. To właśnie w tamtym czasie zaczęły pojawiać się w jej głowie pierwsze wątpliwości, które ostatecznie doprowadziły do trwałego zerwania więzi ze wspólnotą.
Instagram.com/iza_kuna
Dziewięć lat spowiedzi ze strachu i odpust wieczny
Z upływem kolejnych miesięcy presja związana z rygorystycznym wypełnianiem katolickich obowiązków stawała się dla przyszłej aktorki coraz bardziej destrukcyjna. Uczestnictwo w sakramentach przestało być wynikiem autentycznej potrzeby duchowej, lecz głęboko zakorzenionego lęku przed nieuchronną karą boską. Gwiazda kina z niesamowitą odwagą rozliczyła się z tym trudnym okresem na łamach prasy, wyznając w rozmowie z „Newsweekiem”:
Po latach zdałam sobie sprawę, że chodziłam tam ze strachu. Tak jak do spowiedzi w każdy pierwszy piątek miesiąca. Przez dziewięć lat! Za to mam odpust wieczny
Izabela Kuna z sarkazmem zauważa, że po dziewięciu latach „pierwszych piątków” ma już odpust wieczny. To dość osobliwa nagroda za dekadę życia w strachu przed piekłem, który wpajano jej od dziecka. Według matki aktorki, ten stan nie mógł trwać wiecznie – ostateczne odcięcie pępowiny nastąpiło po przeprowadzce do anonimowej Warszawy.
fot. Norbert Nieznanicki/AKPA
Dzisiejszy stosunek Izabeli Kuny do wiary i instytucji
Kuna nie bawi się w dyplomację. Instytucję Kościoła podsumowuje krótko: to dla niej „cyrk i zabobon”.
Całkowite wypisanie się z kościelnego systemu wcale nie oznacza jednak u aktorki zupełnego porzucenia wewnętrznej, niematerialnej sfery życia. Mimo zdecydowanego i głośnego pożegnania z katolicyzmem, artystka wciąż odczuwa w sobie silną potrzebę wiary. Dziś po prostu przeżywa ją w zupełnie innej, prywatnej formie, daleko od zdobnych ołtarzy, surowych kazań i widma wiecznego potępienia. Spokój odnalazła tam, gdzie zniknął strach.