Magda Gessler po raz kolejny zmierzyła się z gigantycznym kryzysem w programie TVN. W Chorzowie wizyta gwiazdy niemal zakończyła się rękoczynami, a atmosfera gęstniała z każdą minutą. Stawką rewolucji była przyszłość 21-letniego Nicolasa, który tonął w długach sięgających 315 tysięcy złotych. Ostatecznie emocje całkowicie wzięły górę nad rozsądkiem, a w kuchni padły bezwzględne groźby.
- Nicolas Harazim tonął w długach, które urosły do 315 tysięcy złotych
- Sytuację pogorszył konflikt z Magdą Gessler - jego matka, Danuta, zagroziła restauratorce wylaniem gorącego żuru na głowę
- Zmiana szyldu na Bar Frelka i Hanys doprowadziła do otwartego buntu
- Magda Gessler popłakała się ze wzruszenia i uznała rewolucję za wielki sukces
Nicolas Harazim i długi w Chorzowie
Nicolas Harazim ma dopiero 21 lat, a na swoich barkach dźwigał przytłaczający ciężar długu, który urósł do astronomicznych 315 tysięcy złotych. Dla młodego właściciela każdy dzień oznaczał widmo komornika i walkę o przetrwanie. Bar Frelka i Hanys mieści się w Chorzowie, w dzielnicy Cwajka (Chorzów II) przy ul. św. Kingi. Lokal ten zastąpił działający wcześniej w tym samym miejscu Bar Kinga.
W tym gastronomicznym dramacie 21-latka wspierała ukochana mama, Danuta. Oboje próbowali ratować upadający interes, jednak brak gości i rosnące rachunki bezlitośnie obnażyły realia. Nicolas Harazim zdawał sobie sprawę, że jedynym ratunkiem przed dnem jest udział w "Kuchennych Rewolucjach", choć zapewne nie przypuszczał, że kulinarna pomoc przyjdzie w pakiecie z darmowym kursem panowania nad gniewem dla własnej rodzicielki.
instagram.com/kuchennerewolucjetvn
Emocjonalne starcie z Magdą Gessler
Pani Danuta od pierwszej chwili pokazała śląski charakter i twarde zasady, dając do zrozumienia, że Magda Gessler w jej królestwie może co najwyżej potrzymać jej chochlę. Kobieta kompletnie nie zamierzała kłaniać się w pas telewizyjnej gwieździe ani słuchać żadnych uwag na temat swoich potraw. Jeszcze przed wejściem restauratorki do lokalu zapowiedziała, co spotka krytykującą prowadzącą.
Jak powie, że żur to papka, to ma go na głowie w tym momencie
- zapowiedziała bojowo nastawiona Danuta.
Napięcie rosło lawinowo, a prawdziwy wybuch nastąpił przy decyzjach wizerunkowych. Danuta broniła nazwy lokalu jak lwica własnych dzieci, kategorycznie wykluczając jakąkolwiek ingerencję w szyld. Ostatecznie Magda Gessler jedynie zmodyfikowała napis, zamieniając „Bistro” na swojski „Bar Frelka i Hanys”. Podczas przygotowań do sesji zdjęciowej kobieta nie wytrzymała i wykrzyczała swoje oburzenie w stronę fotografa: „Ja nie jestem psem na smyczy. Przestańcie ze mnie robić psa na smyczy!”.
Trudna przeszłość kobiety sprawiła, że każdą uwagę traktowała jak bezpośredni atak na własną godność. Magda Gessler natychmiast wyczuła to napięcie i postanowiła wstrząsnąć zdesperowaną matką, która swoim uporem mogła pogrążyć własne dziecko.
Nie spi**dol życia swojemu młodemu, musisz trochę przyhamować. (...) Przyjechałam po to, żeby było ci dobrze, żebyś miała kasę
Wyświetl ten post na Instagramie
Finałowa kolacja i sukces rewolucji w Chorzowie
Kiedy pierwsze lody pękły, cała prawda wyszła na jaw. Gdy emocje opadły, w kuchni objawił się prawdziwy talent, a umiejętności Danuty dosłownie zwaliły restauratorkę z nóg. Magda Gessler spróbowała tradycyjnych śląskich przysmaków i zaniemówiła. Widok gwiazdy płaczącej ze wzruszenia nad talerzem zupy kompletnie zaskoczył zgromadzonych.
Uroczysta kolacja w odmienionym chorzowskim lokalu zachwyciła zaproszonych gości. W nowym menu królowały wyśmienite świńskie nóżki, głęboki i gęsty barszcz czerwony, tradycyjny kołacz z makiem oraz śląskie kluski jej autorstwa z sosem i soczystymi wołowymi bitkami. Danuta udowodniła, że śląska tradycja na talerzu nie ma sobie równych.
Kontrola lokalu po kilku tygodniach rozwiała wszelkie wątpliwości sceptyków. Magda Gessler ponownie odwiedziła Chorzów, chwaląc doskonały smak dań oraz rosnące zyski wypracowane przez matkę i syna. Nicolas i Danuta pokazali, że nawet z najgłębszego dołka można wyjść obronną ręką.