Maja Chwalińska awansowała do finału Roland Garros 2026 po morderczej walce nie tylko z rywalkami, ale i własnym ciałem. Tenisistka, która pokonała Marię Sakkari, przeszła przez piekło depresji i uszkodzenia nerwów, a teraz gra z bolesnym urazem. Choć rakieta wypadała jej z rąk, a choroba odbierała chęci do życia, Polka dokonała niemożliwego i powalczy o tytuł.
Poważne problemy ze zdrowiem i zakażenie koronawirusem
Maja Chwalińska w 2020 roku rozpoczęła współpracę z trenerem Jaroslavem Machovskym. Niestety, początki ich wspólnej drogi okazały się dramatyczne. Podczas dalekiej podróży samolotem na turniej do Argentyny zawodniczka doznała bolesnego uszkodzenia nerwu łokciowego. Na miejscu sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu, gdy test na obecność koronawirusa dał wynik pozytywny.
Właśnie tam, podczas przymusowej izolacji, tenisistka zaczęła tracić czucie w palcach dłoni. To był najtrudniejszy moment jej ówczesnej kariery. Po powrocie na kort zdrowie wciąż odmawiało posłuszeństwa. O tych bolesnych chwilach opowiedział po latach sam trener zawodniczki.
Kiedy przyjechaliśmy, zaczęła mimo wszystko grać i... dostała covid. Zamknęli ją w izolacji. Mogliśmy ze sobą rozmawiać tylko przez okno. To wtedy powiedziała mi, że nie czuje trzech palców. Przestraszyłem się, bo początkowo myślałem, że to nic poważnego. Kiedy wróciła, chciała grać. Bolał ją łokieć, nie czuła trzech palców, więc rakieta wylatywała jej z ręki. To był dla niej cios. Jakoś to zaleczyliśmy, graliśmy eliminacje w Paryżu, a później Wimbledon. I wtedy nastała depresja.
instagram.com/majachwalinska
Maja Chwalińska zawiesiła karierę z powodu ciężkiej depresji
Maja Chwalińska walczyła z ogromnym cierpieniem psychicznym, o którym początkowo wiedzieli tylko jej najbliżsi. W czerwcu 2021 roku, kilka miesięcy przed swoimi dwudziestymi urodzinami, zawodniczka podjęła dramatyczną decyzję. Opublikowała bardzo emocjonalny wpis na Facebooku, w którym poinformowała opinię publiczną o czasowym zawieszeniu kariery zawodowej.
Przyznała wprost, że wielomiesięczna walka z bólem fizycznym całkowicie wyczerpała jej rezerwy mentalne. Uczucie ciągłej bezsilności wobec narastających kontuzji sprawiło, że po prostu zabrakło jej sił na dalszą sportową rywalizację. W bardzo poruszających słowach zwróciła się wówczas do swoich kibiców. Pełną skalę jej problemów zdrowotnych przed obecnymi sukcesami obrazuje dodatkowo fakt, że w 2022 roku tenisistka musiała przejść jeszcze artroskopię kolana.
Od końca 2019 roku choruję na depresję. Pojawiające się nieustannie kontuzje na pewno nie pomagały mi poradzić sobie z tą chorobą. Próbowałam trenować i rywalizować, ale czułam, jak to wszystko coraz bardziej mnie wykańcza i przytłacza. Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem już w stanie zmusić się do trenowania.
instagram.com/majachwalinska
Kontuzja przywodzicieli i interwencja lekarza w półfinale
Nawet podczas historycznego występu w 2026 roku zdrowie nie oszczędza Mai Chwalińskiej. Tenisistka występuje w Paryżu z mocno obandażowanymi udami, co jest wynikiem bolesnego urazu przywodzicieli. Mimo konieczności wykonania badań USG, sztab medyczny pozwolił jej na dalszą grę, choć każdy ruch wiąże się z ogromnym dyskomfortem.
W dramatycznym półfinale przeciwko Dianie Sznajder Maja Chwalińska musiała poprosić o przerwę medyczną. Przy stanie 2:1 w drugim secie zawodniczka zgłosiła problemy z oddychaniem przez zatkany nos. Po interwencji lekarza i przyjęciu leków zdołała jednak dokończyć mecz, udowadniając, że jej odporność na ból jest obecnie na niewyobrażalnym poziomie.
instagram.com/majachwalinska
Wielki finał w Paryżu: Niewiarygodny powrót Mai Chwalińskiej
Maja Chwalińska dokonała absolutnie niewyobrażalnego powrotu na sam szczyt światowego tenisa. Występy Mai z przełomu maja i czerwca 2026 roku to jeden z najbardziej poruszających rozdziałów w historii polskiego tenisa. Młoda tenisistka z Bielska-Białej najpierw wygrała trzy wycieńczające mecze w kwalifikacjach. Później w wielkim stylu zdominowała drabinkę główną, w której pokonała tak wybitne rywalki jak Qinwen Zheng, Elise Mertens, Maria Sakkari oraz Diane Parry.
Teraz cieszy się z historycznego awansu do wielkiego finału. Podczas tych szczęśliwych dni w stolicy Francji do mrocznej przeszłości i niezwykłej siły córki odniósł się jej ojciec, Tomasz Chwaliński. W rozmowie z korespondentami podkreślił rolę wsparcia w tych najciemniejszych chwilach życia.
Bardzo ciężko mówi się o depresji. Za miłe chwile teraz przeżywamy, ale to jest temat rzeka. Sami wiecie, że to choroba nieraz wręcz niezauważalna dla bliskich. Takie osoby próbują to maskować. My chcieliśmy być jak najbliżej, staraliśmy się wspierać. Maja już wtedy mieszkała w Bielsku-Białej, dużo rzeczy wymagało obecności przy niej. Ale nie mieliśmy nawet chwili zwątpienia, bo ona zawsze powtarzała, że kocha tenis i będzie to robiła.