Ghislaine Maxwell, odsiadująca wyrok za pomoc w seksualnym wykorzystywaniu nieletnich, postawiła sprawę na ostrzu noża. Rzuciła na stół propozycję, która może wstrząsnąć posadami Białego Domu. Stawka? Reputacja dwóch najpotężniejszych ludzi świata – Donalda Trumpa i Billa Clintona. Cena? Wolność dla jednej z najbardziej znienawidzonych kobiet w Ameryce.
Milczenie za kratami i polityczny granat. Maxwell gra o wszystko
Przewodniczący komisji ds. nadzoru Izby Reprezentantów USA, James Comer, został z pustymi rękami. Liczył na sensacyjne zeznania, które pogrążą elity, ale Ghislaine Maxwell postanowiła milczeć jak zaklęta, zasłaniając się 5. poprawką do konstytucji. Okazuje się jednak, że to nie koniec gry, a zaledwie początek brutalnych negocjacji.
Do akcji wkroczył jej adwokat, David Oscar Markus, który na platformie X odpalił prawdziwy polityczny granat. Przekaz jest jasny: jego klientka nie milczy ze strachu, ona czeka na odpowiednią ofertę. Prawnik zasugerował wprost, że Maxwell jest gotowa mówić, ale kluczem do jej ust jest ułaskawienie prezydenckie. Bez tego Donald Trump i Bill Clinton mogą zapomnieć o "oczyszczeniu z podejrzeń".
Creative Commons [Wikipedia: White House photographer, probably Ralph Alswang]
"Prawda ma znaczenie". Czy Trump i Clinton naprawdę są niewinni?
Sytuacja jest o tyle pikantna, że w sprawę zamieszany jest Todd Blanche – niegdyś osobisty prawnik Donalda Trumpa, a obecnie wysoki urzędnik. To właśnie przed nim Ghislaine Maxwell zeznawała w ubiegłym roku, twierdząc, że nie widziała żadnych niestosownych zachowań ze strony obecnego prezydenta. Teraz jednak stawka rośnie. Obrona twierdzi, że tylko pełne ułaskawienie pozwoli jej głośno i ostatecznie "oczyścić" obu prezydentów.
Brzmi to jak szantaż moralny, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie, że ofertę składa kobieta skazana na 20 lat więzienia za wykorzystywanie nieletnich. Markus próbuje jednak ubrać to w szaty walki o sprawiedliwość:
"Niektórym może nie podobać się to, co usłyszą, ale prawda ma znaczenie. Na przykład, zarówno prezydent Trump, jak i prezydent Clinton są niewinni. Tylko pani Maxwell może to wyjaśnić, a opinia publiczna ma prawo do tego wyjaśnienia"
Kurort zamiast więzienia? Skandaliczne "menu na telefon" dla partnerki Epsteina
Zanim jednak Donald Trump podejmie jakąkolwiek decyzję, Waszyngton huczy od plotek o skandalicznych warunkach, w jakich przebywa osadzona. Podczas gdy ofiary, które skrzywdził Jeffrey Epstein i jego partnerka, wciąż próbują poskładać swoje życie, Maxwell żyje za kratami niemal jak w ekskluzywnym kurorcie. Demokraci grzmią o "parasolu ochronnym", a doniesienia sygnalistów brzmią jak ponury żart.
Posiłki przygotowywane na specjalne zamówienie, dostęp do siłowni poza godzinami dla pospólstwa, a nawet catering dla odwiedzających ją gości. To nie opis hotelu, to więzienna rzeczywistość Maxwell. Czy tak wygląda kara za handel ludźmi i wykorzystywanie nieletnich? Wygląda na to, że w amerykańskim systemie sprawiedliwości są równi i równiejsi, zwłaszcza gdy zna się sekrety najmożniejszych tego świata.
"Dobrze jej życzę". Czy Trump zaryzykuje gniew narodu dla czystej karty?
Wszystkie oczy zwrócone są teraz na Biały Dom. Pamiętamy przecież słynne, kuriozalne słowa, które Donald Trump wypowiedział jeszcze w trakcie procesu: "dobrze jej życzę" (I wish her well). Wtedy brzmiało to jak niefortunny lapsus, dziś – w kontekście oferty ułaskawienia – brzmi jak cyniczna zapowiedź układu.
Prezydent stoi przed diabelskim dylematem. Z jednej strony Sąd Najwyższy odrzucił jej apelację, zamykając drogę prawną. Z drugiej – prezydenckie pióro ma moc absolutną. Czy Donald Trump zaryzykuje polityczne samobójstwo i wściekłość wyborców, by uzyskać publiczne "rozgrzeszenie" z ust skazanej przestępczyni? Czy naprawdę posunie się tak daleko, by uwolnić potwora w zamian za święty spokój?