To zdjęcie miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Violetta Villas, jaką znaliśmy z ekranów, była tylko starannie dopracowaną kreacją. Ikona polskiej estrady zabrała tajemnicę swojego wyglądu do grobu, ale dziś kurtyna ostatecznie opadła. Zobaczcie, kim była Wiesława Cieślak, gdy gasły oślepiające reflektory.
Szokująca metamorfoza. To Wiesława Cieślak, a nie diwa, którą znacie
Portal Złota Scena opublikował materiał, który dla fanów talentu artystki jest prawdziwym wstrząsem. Na udostępnionej, archiwalnej fotografii nie widzimy wielkiej gwiazdy w piórach i cekinach. Nie ma tu śladu po gigantycznej, natapirowanej konstrukcji, która stała się jej symbolem. Jest za to skromna kobieta o ciemnych, gęstych włosach.
To właśnie Wiesława Cieślak. Kobieta z krwi i kości, a nie sceniczny byt. Widok ten drastycznie kontrastuje z wizerunkiem, który Villas budowała przez dekady. Wygląda tu naturalnie, niemal jak sąsiadka, którą mijamy na ulicy. To zdjęcie „uczłowiecza” legendę w sposób, jakiego nikt się nie spodziewał. Pokazuje, że pod warstwami makijażu i platyny kryła się osoba o zupełnie innej, delikatnej urodzie.
Facebook/Złota Scena
Prawdziwe włosy Violetty Villas. Tajemnica ukryta pod platyną
Dlaczego zdecydowała się na tak radykalną maskaradę? Odpowiedź tkwi w realiach tamtych czasów. Szara, siermiężna Polska Ludowa potrzebowała koloru. Violetta Villas chciała być jak sen o Hollywood – niedostępna, bajkowa, luksusowa. Jej naturalne, ciemne włosy, choć piękne, nie pasowały do wizji „polskiej Marilyn Monroe”, którą sobie wymarzyła.
Był też powód czysto pragmatyczny. Ciągłe rozjaśnianie i tapirowanie zniszczyłoby jej naturalne włosy w mgnieniu oka. Peruka była tarczą. Chroniła ją. Pozwalała w sekundę zmienić się ze zmęczonej Wiesławy w wielką Violettę. To była jej zbroja, dzięki której mogła błyszczeć, ukrywając jednocześnie swoje prawdziwe oblicze przed światem.
Strzegła tego widoku jak niepodległości. Violetta Villas w domowym zaciszu
Dom w Magdalence nie był tylko miejscem zamieszkania. Był twierdzą. To tam, za wysokim ogrodzeniem, działy się rzeczy niedostępne dla oczu publiczności. Violetta Villas prywatnie zrzucała ciężar sławy dosłownie i w przenośni. Bez peruki, w dresie, oddana bezgranicznie swoim zwierzętom – taka była naprawdę.
Panicznie bała się, że ten wizerunek wycieknie. Że mit upadnie. Dla niej zdjęcie peruki było aktem najwyższej intymności, zarezerwowanym tylko dla absolutnie najbliższych.
"To nasza Violetta" - Babcia autorki
Te słowa najlepiej oddają dualizm jej życia. Dla tłumów była posągiem, dla rodziny – po prostu Wiesią. Dziś, patrząc na zdjęcie bez peruki, czujemy się trochę tak, jakbyśmy wkroczyli do jej sypialni. To widok, którego ona sama za życia prawdopodobnie by nie zaakceptowała.
Zabrała tę tajemnicę do grobu. Głos ważniejszy niż fryzura
Ostatecznie jednak to nie fryzura zdefiniowała jej wielkość. Skala głosu diwy wynosiła cztery oktawy i to ona była jej najpotężniejszą bronią. Wiesława Cieślak uczyła się śpiewu i szlifowała talent na długo przed tym, zanim założyła pierwszą perukę.
Wyciek tego zdjęcia to symboliczny koniec pewnej epoki. Pokazuje cenę, jaką płaci się za bycie ikoną. Violetta Villas do ostatniego tchu trzymała fason, nie pozwalając, by rzeczywistość wdarła się na scenę. Dziś, gdy widzimy ją bez maski, z jej prawdziwymi, ciemnymi włosami, legenda wcale nie blaknie. Staje się tylko bardziej ludzka, a przez to – jeszcze bardziej poruszająca.