Kazimierz Kaczor kończy 85 lat. Aktorem został przez przypadek. Jego prawdziwa pasja zaskakuje

Kazimierz Kaczor kończy 85 lat. Aktorem został przez przypadek. Jego prawdziwa pasja zaskakuje

Kazimierz Kaczor kończy 85 lat. Aktorem został przez przypadek. Jego prawdziwa pasja zaskakuje

AKPA

Kazimierz Kaczor to postać, bez której polska telewizja po prostu by nie istniała. Ale choć miliony Polaków przez dekady widziały w nim poczciwego Jana Serce czy zaradnego Leona Kurasia, on sam przez lata skrywał pasje, o które nikt by go nie podejrzewał. Zamiast blichtru czerwonych dywanów, woli wirtualne światy gier i samotne rejsy po oceanach. Dziś legenda ekranu kończy 85 lat, a jego życiorys to gotowy scenariusz na film sensacyjny.

Reklama

Od magazyniera do gwiazdy. Wszystko przez jedno pchnięcie

Dziś trudno w to uwierzyć, ale obchodzący 9 lutego 2026 roku 85 urodziny Kazimierz Kaczor wcale nie planował życia w blasku fleszy. Jego droga do sławy była kręta, wyboista i... brudna. Zanim stał się ulubieńcem publiczności, twardo stąpał po ziemi, imając się ciężkiej pracy fizycznej. Przez półtora roku studiował w Krakowskiej Wyższej Szkole Rolniczej, ale życie miało na niego inny plan.

Lista jego zawodów przed aktorstwem brzmi jak żart. Był magazynierem, dyspozytorem w przedsiębiorstwie budowlanym, kierowcą, a nawet pomocnikiem murarza. Pracował też jako trener siatkówki. Przełom nastąpił w miejscu, gdzie nikt nie dawał mu szans na wielką karierę — w krakowskim Teatrze "Groteska", gdzie zatrudnił się jako techniczny.

O jego losie zadecydował przypadek, a konkretnie — pewien niecierpliwy pracownik teatru. Młody Kaczor stał w kulisach podczas spektaklu "Nie-Boska komedia", gdy historia dosłownie popchnęła go do przodu.

Stanąłem i zapatrzyłem się na scenę, gdzie już grali aktorzy, a Penderecki dyrygował chórem i orkiestrą. Nagle ktoś mnie popchnął. To był inspicjent, bo powinienem był wtedy właśnie wyjść. Wszedłem na scenę i znalazłem się w innej rzeczywistości.

Ten moment zmienił wszystko. Choć ukończył później krakowską PWST, a legendarny Zygmunt Hübner dał mu szansę, Kaczor długo nie wierzył w swój sukces.

Miałem już dyplom aktora, ale nie wiedziałem, czy nim zostanę. W zapasie miałem kilka innych zawodów: kierowcy, trenera siatkówki, sportowca różnych dyscyplin.

Kazimierz Kaczor na archiwalnym zdjęciu AKPA

Szokujący fakt z dzieciństwa. Grał w piłkę ze świętym

Zanim jednak Kazimierz Kaczor trafił na scenę, w jego życiu pojawiła się postać, która zmieniła losy świata. Jako dziecko w Krakowie miał niezwykłego katechetę. Był nim Karol Wojtyła, z którym przyszły gwiazdor kina regularnie kopał piłkę na przykościelnym trawniku.

Na zastępstwo za księdza, który uczył nas religii, przychodził ksiądz, który był wikarym. Bardzo miło z nami gawędził, a po zajęciach zabierał na duży trawnik za kościołem, gdzie graliśmy z nim w piłkę. Nazywaliśmy go wujkiem albo księdzem Karolem. Nikt z nas nie przypuszczał, że wiele lat później zostanie Janem Pawłem II

Kazimierz Kaczor wędkuje scena z: Kazimierz Kaczor
SK: Zawody Wêdkarskie Aktorów im. Mariana £¹cza w Zawiesiuchach, Polska 2001
fot. Proñczyk/AKPA

Wilk morski i fanatyk gier komputerowych. "Nacisnąłem palcem i błysnęło"

Gdy gasną światła na planie, 85-latek zrzuca maskę aktora i oddaje się pasjom, które wprawiają fanów w osłupienie. To nie do wiary, ale Kazimierz Kaczor jest zapalonym graczem! Jego przygoda z wirtualną rozrywką zaczęła się dekady temu w USA i trwa do dziś. Aktor potrafi godzinami siedzieć przed monitorem, zagłębiając się w skomplikowane strategie.

W tym właśnie mieszkaniu był komputer, który nacisnąłem palcem, błysnęło i... czar pozostał aż do dzisiaj!

Jednak Kazimierz Kaczor gry komputerowe traktuje tylko jako rozgrzewkę przed prawdziwym wyzwaniem. Jego drugą wielką miłością jest woda. Aktor posiada patent kapitana i jest wilkiem morskim z krwi i kości. Kazimierz Kaczor żeglarstwo traktuje śmiertelnie poważnie — organizuje rejsy, czarteruje jachty i nie boi się sztormów.

Z planów nigdy nie są u mnie nici, bo jeżeli nie w tym terminie, to może w jakimś innym. Mam wielu przyjaciół, którzy mają łódki lub je czarterują, a ponieważ zawsze potrzebny jest kapitan na łódce z odpowiednimi uprawnieniami — a ja takie posiadam — w związku z tym, jeśli się złoży moje zdrowie i przyszła wyprawa, to już to robimy

Uśmiechnięty Kazimierz Kaczor AKPA

Jan Serce wywołał ślub, a Kuraś walczył z komuną

Jego role to nie tylko kreacje aktorskie — to zjawiska społeczne. Tytułowy bohater serialu "Jan Serce" stał się tak popularny, że w Polsce jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać biura matrymonialne jego imienia. Doszło nawet do sytuacji bez precedensu — para, która poznała się dzięki takiej agencji, zaprosiła aktora na swoje wesele. I on się zgodził!

Pewni państwo, oboje grubo po trzydziestce, w wyniku jednego ze spotkań w takim klubie postanowili się pobrać. I zaprosili mnie na ślub!

Równie wielką miłością darzono go za rolę Leona Kurasia w "Polskich drogach". Jego powiedzonka weszły do potocznego języka Polaków.

Bujać to my, ale nie nas

Ja też chętnie odcedziłbym kartofelki

Mało kto jednak wie, że gdy w telewizji bawił jako Kuraś czy dźwigowy Zygmunt Kotek w "Alternatywy 4", w życiu prywatnym prowadził niebezpieczną grę z systemem. W czasach PRL Kazimierz Kaczor był mocno zaangażowany w działalność opozycyjną. Był redaktorem naczelnym podziemnego pisma i współtworzył struktury, którymi interesowała się Służba Bezpieczeństwa.

Dosyć szybko założyliśmy podziemną Solidarność ludzi teatru i filmu. Żeby mieć jakąś możliwość powiedzenia szerzej, co się dzieje w środowisku, dowiadywaliśmy się, co dzieje się w poszczególnych teatrach, co dzieje się poza Warszawą. Zbierało się te wiadomości i umieszczało je właśnie w "Biuletynie Teatralnym".

Najtrudniejszy moment w karierze przyszedł jednak w wolnej Polsce. Jako prezes ZASP został oskarżony o malwersacje finansowe. Proces ciągnął się latami, niszcząc nerwy aktora. Choć sprawa została ostatecznie umorzona przez sąd, a Kaczor oczyszczony z zarzutów, niesmak pozostał na zawsze.

Ta sprawa wraca do mnie jak bumerang, choć została dawno przez sąd umorzona. Zarzucono mi nieuczciwość, choć nie było na to ani jednego dowodu. (...) Już nigdy nie zgodzę się objąć żadnych funkcji społecznych

Kazimierz Kaczor i Bożena Michalska na archiwalnym zdjęciu AKPA

Wygrał z COVID-em i marzy o Polinezji. Co dalej?

Mimo 85 lat na karku, Kazimierz Kaczor nie składa broni. Wciąż jest aktywny zawodowo. Jego ostatnią dużą rolą telewizyjną była postać Zygmunta Boreckiego w serialu "Druga szansa", gdzie grał u boku Małgorzaty Kożuchowskiej. Obecnie jego charakterystyczny głos można usłyszeć w produkcjach Teatru Polskiego Radia, za co otrzymał prestiżową nagrodę Splendor Splendorów.

Zdrowie wystawiło go na próbę w 2025 roku, gdy aktor zaraził się koronawirusem. Na szczęście, dzięki szczepieniom, przeszedł chorobę łagodnie, choć pokrzyżowała mu ona plany żeglarskie.

Pod koniec ubiegłego roku przeszedłem covid, ale zupełnie bezboleśnie, bezobjawowo. Dlatego apeluję: proszę się szczepić i uważać. Najlepszy dowód na to, że przebyłem te wszystkie po covidowe choroby, że możemy teraz rozmawiać

Czy zobaczymy go jeszcze na ekranie? Tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że kapitan Kaczor ma jeszcze jedno, wielkie marzenie, którego nie zamierza porzucać.

Wierzę, że jeszcze wiele przede mną. Mimo że pewnie nie spełnię już swojego marzenia o pożeglowaniu jachtem na Polinezję i zobaczeniu tam rafy koralowej, to jednak tak do końca tego nie wykluczam

Kazimierz Kaczor skończył 83 lata. Choć długo nie miał szczęścia w miłości, odnalazł je u boku młodszej.
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama