Edward Linde-Lubaszenko nie żyje. Przez lata nie rozmawiał z synem. "Nie odzywaliśmy się do siebie"

Edward Linde-Lubaszenko nie żyje. Przez lata nie rozmawiał z synem. "Nie odzywaliśmy się do siebie"

Edward Linde-Lubaszenko nie żyje. Przez lata nie rozmawiał z synem. "Nie odzywaliśmy się do siebie"

AKPA

Edward Linde-Lubaszenko odszedł, zostawiając po sobie nie tylko wybitne role, ale i bolesną, niedokończoną historię rodzinną. Choć świat zapamięta go jako legendę kina, dla syna przez dekady był postacią niemal obcą. Informację o jego śmierci potwierdził Olaf Lubaszenko, publikując w sieci łamiące serce pożegnanie: "Żegnaj, Tato".

Reklama

Konflikt na oczach całej Polski. "Ukrywano przede mną jego plany"

Rodzice Olafa Lubaszenki rozstali się, gdy ten miał zaledwie trzy lata, co stało się fundamentem wieloletniego dystansu. Panowie żyli w dwóch różnych światach, a konflikt w rodzinie aktora narastał w milczeniu. Co ciekawe, Olaf Lubaszenko tak bardzo chciał odciąć się od ojca, że zataił przed nim chęć wstąpienia na artystyczną ścieżkę.

Syna nie namawiałem do aktorstwa. Zresztą w tym czasie niewiele rozmawialiśmy. Ukrywano przede mną jego aktorskie plany

Izolacja była tak głęboka, że Edward Linde-Lubaszenko o debiucie syna w serialu "Życie Kamila Kuranta" dowiedział się dopiero z telewizji. To dobitnie pokazało, jak wielka przepaść dzieliła te dwa pokolenia artystów. Przez lata ich relacja przypominała sinusoidę – od medialnych kłótni po bolesne milczenie, o którym Edward mówił wprost: "Nie rozmawialiśmy ze sobą od ponad roku".

Zamyślony Edward Linde Lubaszenko scena z: Edward Linde-Lubaszenko
SK: sierpieñ 2005, Lubomierz 2005, Festiwal Filmów Komediowych w Lubomierzu, mina, szalik kibica
fot. Niemiec/AKPA

Szybki ślub bez romantyzmu. Historia miłości z Asją Łamtiuginą

Zanim jednak doszło do rozłamu, była wielka, artystyczna fascynacja. Edward Linde-Lubaszenko poznał matkę Olafa, Asję Łamtiuginę, gdy oboje byli zafascynowani sztuką i literaturą. Ona była wrażliwą duszą, on – charyzmatycznym studentem, który potrafił zawrócić w głowie słowem.

Ona była wtedy młodą poetką, która dopiero marzyła o zostaniu aktorką, a ja byłem studentem medycyny, ale też występowałem w studenckim teatrze Kalambur, na scenie poezji, co nie było bez znaczenia. Ja jej recytowałem Majakowskiego, a ona mi Jesienina i Achmatową

Ich ślub pasował do szorstkiego, męskiego charakteru Edwarda. Ceremonia odbyła się w Żarach, gdzie matka panny młodej załatwiła formalności "od ręki". Nie było białych gołębi ani wielkich wzruszeń – liczyła się chwila i pragmatyzm.

Nie było w tym zbyt wiele romantyzmu

Olaf Lubaszenko z wąsami AKPA

Klątwa przeszłości i list, który zmienił wszystko. Kim był prawdziwy ojciec?

Aby zrozumieć chłód Edwarda wobec syna, trzeba spojrzeć w jego własną, bolesną przeszłość. Edward Linde-Lubaszenko dzieciństwo miał naznaczone kłamstwem i brakiem stabilizacji, wierząc przez 18 lat, że jego ojcem jest radziecki oficer. Prawda uderzyła w niego znienacka, gdy jako student medycyny otrzymał tajemniczy list.

Jestem pańskim ojcem…

Autorem słów był Julian Linde Niemiec, który opuścił rodzinę tuż po narodzinach syna. To odkrycie wstrząsnęło młodym Edwardem i zdefiniowało jego dorosłe życie. Trudne dzieciństwo aktora sprawiło, że sam przyznawał, iż "nie czuł się stworzony do roli ojca", powielając nieświadomie smutny schemat porzucenia, którego sam doświadczył.

Późne pojednanie przed wielkim finałem. Wyciągnął rękę, gdy syn cierpiał

Na szczęście ta historia rodziny Lubaszenko nie kończy się nienawiścią. Przełom nastąpił w najtrudniejszym momencie dla Olafa, gdy ten zmagał się z potężną depresją i problemami zdrowotnymi. Surowy dotąd ojciec, który sam miał za sobą cztery małżeństwa, przerwał milczenie, by ratować syna.

Synu, kocham się, opamiętaj się, nim będzie za późno

Ten dramatyczny apel stał się początkiem nowej relacji. Olaf Lubaszenko, który sam w 1992 roku poślubił Katarzynę Groniec i doczekał się córki Marianny Linde, zrozumiał, jak ważne jest wybaczenie w wielopokoleniowej sztafecie błędów i naprawiania win. Pojednanie po latach stało się faktem, choć nie było wylewne.

Teraz jesteśmy jak typowi dojrzali mężczyźni po przejściach. Lubimy się, ale nie gadamy za dużo

Edward Linde-Lubaszenko nie żyje, ale odszedł pogodzony z jedynym synem. Śmierć zamknęła ten trudny, pełen zwrotów akcji rozdział, jednak ostateczne pojednanie przyszło w samą porę, by słowo "żegnaj" nie brzmiało pusto.

Olaf Lubaszenko już tak nie wygląda. Na premierze nikt go nie poznał. "Schudł 80 kilogramów i wygrał życie".
Źródło: AKPA
Reklama
Reklama