Włodzimierz Cimoszewicz ostro ocenił postawę prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącą obsady placówek dyplomatycznych. Były premier i były minister spraw zagranicznych uznał trwający paraliż za kompromitujący i szkodliwy.
- Włodzimierz Cimoszewicz uznał brak ambasadorów w kilkudziesięciu krajach za szkodliwy dla Polski
- Z kolei prezydent Karol Nawrocki zadeklarował chęć rozmów z Donaldem Tuskiem, wykluczając udział Radosława Sikorskiego
- Głowa państwa zarzuciła premierowi antyamerykanizm, powołując się na publikacje szefa rządu
- Rzecznik rządu Adam Szłapka oświadczył, że premier nie ulegnie szantażom ze strony prezydenta
Włodzimierz Cimoszewicz nie zostawia suchej nitki na prezydencie
Włodzimierz Cimoszewicz nie zamierzał gryźć się w język i wziął pod lupę najnowsze poczynania Karola Nawrockiego. Polityk, który w latach 1996–1997 kierował rządem, a później stał na czele resortu spraw zagranicznych, skomentował konflikt o obsadę placówek w rozmowie z Faktem. Zdaniem byłego szefa polskiej dyplomacji rola głowy państwa w nominacjach ambasadorskich jest inna, niż przedstawia ją obecny lokator Pałacu Prezydenckiego. Doświadczony dyplomata przypomniał, kto w świetle przepisów podejmuje kluczowe decyzje personalne w polityce międzynarodowej.
Gdy chodzi o powoływanie ambasadorów, to sytuacja jest jasna: wskazuje ich minister spraw zagranicznych, a prezydent powołuje. Z prawnego punktu widzenia nie ma on nic do powiedzenia. Ma powołać. Czy minister konsultuje kandydatury z kimkolwiek, czy nie, to jego sprawa.
Wiki Commons
Karol Nawrocki stawia warunki Donaldowi Tuskowi
Karol Nawrocki wywołał prawdziwą burzę swoim wywiadem dla Rzeczpospolitej. Prezydent zadeklarował gotowość do powrotu do negocjacji w sprawie obsady placówek, jednak postawił twardy warunek: całkowicie wykluczył z rozmów Radosława Sikorskiego. Nawrocki oznajmił, że nie zamierza prosić Donalda Tuska o spotkanie, a jedynie wysyła sygnał przez media – co w świecie wielkiej dyplomacji przypomina próbę umówienia się na kawę za pomocą ogłoszenia w gazecie.
Prezydent RP wbił przy tym potężną szpilę ministrowi spraw zagranicznych. Oznajmił otwarcie, że dalsze dyskusje z szefem MSZ mijają się z celem.
Z wicepremierem Sikorskim nie jestem gotów. Dlaczego? Bo rozmowy z nim w sprawie ambasadorów nie mają żadnego znaczenia. Po co mam rozmawiać z ministrem, który nie jest gospodarzem sytuacji? Mogę rozmawiać z szefem ministra Sikorskiego, czyli z premierem Tuskiem.
Karol Nawrocki postanowił również uderzyć w samego szefa rządu na poziomie ideologicznym. W wywiadzie nazwał premiera politykiem antyamerykańskim, powołując się między innymi na książkę lub wspomnienia Donalda Tuska. Dodał przy tym, że szef rządu reprezentuje linię proniemiecką, w przeciwieństwie do jego własnej, proatlantyckiej postawy.
x.com/NawrockiKn
Kulisy sporu o polskie ambasady
Karol Nawrocki kontynuuje linię konfliktu z rządem, który rozpoczął się w marcu 2024 roku za prezydentury Andrzeja Dudy. Wówczas resort dyplomacji postanowił zakończyć misję ponad 50 dyplomatów. Częścią polskich placówek nadal kierują urzędnicy bez formalnych nominacji ambasadorskich, co utrudnia pracę przedstawicielstw na całym świecie.
Zgodnie z art. 39 ustawy o służbie zagranicznej ambasadorów mianuje i odwołuje prezydent na wniosek ministra spraw zagranicznych zaakceptowany przez premiera. Ta prawna konstrukcja wymaga współdziałania, o które przy Wiejskiej i Krakowskim Przedmieściu wyjątkowo trudno. Zamiast porozumienia obie strony regularnie obrzucają się politycznymi oskarżeniami.
Na odpowiedź obozu rządowego na wywiad prezydenta nie trzeba było długo czekać. Przedstawiciel rządu Adam Szłapka uciął spekulacje o ewentualnym spotkaniu na szczycie. Oświadczył stanowczo, iż szef rządu nie zamierza ulegać żadnym szantażom prezydenta i nie zaproponuje spotkania w sprawie ambasadorów. Wygląda na to, że dyplomatyczny klincz potrwa jeszcze bardzo długo.