Właścicielka wyprosiła z lokalu turystki z Polski, a cała sytuacja rozegrała się w samym sercu Cagliari na Sardynii. Pamela Solinas, gospodyni pizzerii-restauracji, zdecydowała się na bezkompromisowy krok wobec gości, którzy ograniczyli zamówienie do absolutnego minimum. Para zamówiła jedynie dwa napoje i jedną przystawkę za 9 euro do podziału. To wystarczyło, by włoska restauratorka poprosiła ich w pewnym momencie o zwolnienie stolika.
- Z lokalu w Cagliari wyproszono polskie turystki. Kobiety zamówiły jedynie dwa drinki i przystawkę za 9 euro do podziału
- Pamela Solinas tłumaczy swój krok wysokimi kosztami utrzymania pełnowymiarowej restauracji
- Podczas ostatniego lata lokalna gastronomia odnotowała gwałtowny spadek konsumpcji
- Turystyka na Sardynii pogrąża się w supermarketowych zakupach zamiast tradycyjnych obiadów
Dlaczego Pamela Solinas wyprosiła polskich turystów
Pamela Solinas nie kryła, że cierpliwość włoskich restauratorów do turystów uprawiających "sporty ekstremalne" w postaci dzielenia jednej przystawki na kilka osób właśnie się wyczerpała. Gdy polska szkoła wakacyjnej ekonomii zderzyła się z gorącym temperamentem gospodyni lokalu w Cagliari, iskry poleciały szybciej niż bąbelki w zamówionym Spritzu. Zamiast biesiady goście zaproponowali model rozciągania skromnego zestawu napojów z jedną przekąską na dwie osoby. Najwyraźniej plan na spędzenie wieczoru przy jednym talerzyku przystawki i bąbelkach nie wpisał się w biznesplan sardyńskiej restauratorki.
Gospodyni lokalu nie owijała w bawełnę, wyjaśniając całe zajście włoskim mediom.
Zaledwie kilka dni temu przyszło dwoje polskich turystów i zamówiło dwa drinki Spritz oraz przystawkę za dziewięć euro do podziału. W pewnym momencie musiałam poprosić ich o zwolnienie stolika: jesteśmy restauracją, a nie barem, i mamy koszty utrzymania lokalu.
Pamela Solinas mówi też wprost, czym różni się jej lokal od zwykłej kawiarni z automatu, w której każdy może przysiąść na kwadrans przy byle napoju. Obu stronom sporu nie brakuje przy tym zwolenników. Jedni bronią twardego stanowiska Włoszki, bo przy pustych stolikach pełny żołądek gościa jest ważniejszy niż jego poczucie komfortu. Drudzy twierdzą, że nikt nie kupuje uśmiechu kelnera za cenę trzydaniowej uczty, zwłaszcza gdy urlopowe budżety są policzone do ostatniego euro.
Bergamo, Włochy - Pixabay
CZYTAJ TAKŻE: Historyczny przełom w orzecznictwie. Sąd oficjalnie uznał, że 4-latek ma TROJE rodziców
Kryzys w restauracjach na Sardynii
Pamela Solinas nie jest jedyną osobą z branży, która zauważyła drastyczną zmianę nawyków urlopowiczów. Na Sardynii widać wyraźny spadek wydatków w restauracjach. Problem stał się szczególnie dotkliwy w sierpniu. Turyści zaczęli szukać tańszych alternatyw dla tradycyjnych, wielodaniowych posiłków. Zamiast wizyt w restauracjach coraz częściej kupują gotowe dania w supermarketach albo jedzenie na wynos, które zjadają w wynajmowanych apartamentach.
Właściciele lokalnych knajpek codziennie stykają się z gośćmi, którzy zamawiają symboliczne porcje na spółkę. Czteroosobowa grupa potrafi poprosić jedynie o dwie pizze i sałatkę. Inni decydują się na pojedynczą pizzę i butelkę wody na czterech. Takie "pielgrzymki oszczędnościowe" sprawiają, że restauratorom puszczają nerwy, a dawna południowa gościnność ustępuje miejsca walce o utrzymanie lokalu.
To już nie jest ta klasyczna kolacja z wieloma daniami i spokojnym tempem
instagram.com/giorgiameloni
CZYTAJ TAKŻE: Włochy: zakaz zakrywania twarzy w miejscach publicznych. Grzywny mają być wysokie
Ile kosztuje utrzymanie lokalu Pameli Solinas
Właścicielka tłumaczy, że prowadzenie pizzerii-restauracji generuje ogromne, stałe obciążenia finansowe. Za tym górnolotnym zwrotem kryją się czynsz, produkty, energia i wynagrodzenia - a tego akurat nie da się pokryć samymi Spritzami. Włoszka podkreśla, że jej ceny pozostały stabilne: pizza Margherita kosztuje tam 7,50 euro, a ich koszt nie zmienił się od roku. Tymczasem wielu konkurentów na wyspie znacząco podniosło stawki, co tylko pogłębia oszczędnościowy szał turystów.
Zdaniem Włoszki pełna sala wcale nie musi oznaczać wyższego zysku. Obsłużenie mniejszej liczby stolików zamawiających kompletne dania bywa bardziej dochodowe niż ciągła rotacja klientów z minimalnymi paragonami. W jej lokalu spadła sprzedaż alkoholu, w tym wina, a goście coraz rzadziej decydują się na desery. Restauracja z obsługą kelnerską rządzi się zatem zupełnie innymi regułami niż bar z ekspresem.
To jest restauracja, a nie bar. Ponosimy koszty typowe dla restauracji.