Magdalena Cielecka i Bogusław Linda ponownie nie pojawili się w warszawskim sądzie. W czwartek, 10 września, ruszyła kolejna odsłona procesu o nielegalną reklamę alkoholu w sieci. Sędzia wcześniej wyraźnie żądał ich osobistego stawiennictwa. Mimo to na korytarzu i sali rozpraw pojawili się jedynie pełnomocnicy. Ława oskarżonych kolejny raz świeciła pustkami.
- Aktorzy są oskarżeni o nielegalne promowanie alkoholu wysokoprocentowego w mediach społecznościowych
- Pod koniec czerwca sąd nakazał obrońcom doprowadzenie do osobistego stawiennictwa ich mocodawców
- W przypadku uznania winy gwiazdom grozi kara grzywny od 10 tys. do nawet 500 tys. zł
- Zawiadomienie do prokuratury w sprawie internetowej kampanii złożył aktywista Jan Śpiewak
Puste miejsca na ławie oskarżonych w warszawskim sądzie
Najwyraźniej aktorzy uznali, że warszawski sąd poradzi sobie w czwartek bez ich obecności. Przed salą rozpraw stawili się jedynie adwokaci reprezentujący artystów. Wymiar sprawiedliwości oczekiwał osobistego stawiennictwa oskarżonych, jednak na sali pozostały jedynie puste miejsca przeznaczone dla aktorów.
Podczas czwartkowego posiedzenia zaplanowano przesłuchanie świadków. Wśród nich znalazł się przedstawiciel fundacji Bezpieczna Polska Dla Wszystkich. Zamiast wielkich gwiazd polskiego kina zeznania składali wezwani goście, a obrońcy musieli tłumaczyć nieobecność swoich znanych mocodawców.
Najwyraźniej napięty grafik i status nietykalnych celebrytów sprawiają, że wizyta w gmachu sprawiedliwości przegrywa z kawą na mieście czy kolejnym planem zdjęciowym. Sędzia jednak nie zapomina o procedurach. Sprawa toczy się swoim formalnym torem, bez względu na to, czy znani artyści mają akurat ochotę w niej uczestniczyć.
instagram.com/cielecka_magda-official
Zarzuty prokuratury i bezkompromisowe zawiadomienie Jana Śpiewaka
Prokuratura oskarża artystów o nielegalną promocję alkoholu w sieci. Chodzi o kampanię marketingową, która trafiała do tysięcy użytkowników smartfonów. Para popularnych aktorów wystąpiła w głośnej reklamie wysokoprocentowych trunków.
Sprawa ruszyła po zawiadomieniu złożonym przez Jana Śpiewaka. Znany aktywista od dawna piętnuje celebrytów za promowanie mocnych trunków. Nie gryzie się w język, wytykając im brak odpowiedzialności.
Jak podaje Pudelek, sama Magdalena Cielecka, zapytana wprost o to, czy ma moralnego kaca po całej aferze z promowaniem trunków, ucięła temat z rozbrajającą szczerością.
NIE MAM
TRICOLORS/East News
Wysokie kary finansowe. Gwiazdom grozi nawet pół miliona złotych
Choć oskarżeni unikają sali rozpraw, konsekwencje prawne mogą okazać się wyjątkowo bolesne dla ich portfeli. Kara grzywny w przypadku uznania złamania przepisów może wynieść od 10 tys. do nawet 500 tys. zł. To kwoty, które potrafią zrobić wrażenie nawet na najbardziej wziętych aktorach.
Widmo gigantycznej kary najwyraźniej nie wystarczyło, by zmotywować gwiazdy do punktualnego stawienia się przed obliczem sądu. Bogusław Linda i jego koleżanka po fachu wolą zostawić formalności adwokatom. Machina sprawiedliwości tymczasem skrupulatnie liczy każdy dzień zwłoki.
Nagły zwrot w strategii oskarżonych i wcześniejsze decyzje sędziego
Warto przypomnieć, że Magdalena Cielecka pojawiła się osobiście na pierwszej rozprawie w lutym i złożyła wówczas krótkie wyjaśnienia. Wydawało się wtedy, że aktorka zamierza stawić czoła zarzutom z podniesioną przyłbicą. Późniejsze posiedzenia przyniosły jednak nagły zwrot akcji.
Sąd stracił cierpliwość już na początku lata. 29 czerwca sędzia wydał jasne polecenie. Obrońcy mieli zadbać o to, by oskarżeni osobiście złożyli wyjaśnienia na kolejnej rozprawie. Wyraźne polecenie nie przyniosło jednak oczekiwanego skutku i 10 września historia znów się powtórzyła.
Zamiast osobistych tłumaczeń i konfrontacji ze świadkami gwiazdorska para po raz kolejny przysłała swoich prawników. Pytanie tylko, jak długo warszawski sąd pozwoli oskarżonym na unikanie ławy i kiedy wreszcie aktorzy usłyszą ostateczny werdykt.