36-letni Łukasz Litewka zmarł tragicznie po potrąceniu przez samochód 23 kwietnia 2026 roku w Dąbrowie Górniczej. Rozpędzone auto, za którego kierownicą siedział 57-letni mężczyzna, uderzyło w polityka jadącego na rowerze. Śledczy prowadzący sprawę ujawnili właśnie kluczowe dowody. Najnowsze wyniki sekcji zwłok oraz wnikliwych badań toksykologicznych rzucają ostateczne światło na okoliczności tego dramatu.
Tragiczny wypadek w Dąbrowie Górniczej i bezpośrednia przyczyna śmierci
36-letni Łukasz Litewka zginął 23 kwietnia 2026 roku na ulicy Kazimierzowskiej w Dąbrowie Górniczej. Poseł jechał na rowerze, gdy doszło do fatalnego w skutkach zderzenia z samochodem marki Mitsubishi Colt. Za kierownicą pojazdu znajdował się 57-letni kierowca. Śledztwo w tej sprawie od samego początku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu, która stara się szczegółowo odtworzyć przebieg tych dramatycznych wydarzeń.
Ponad miesiąc po tragedii, 29 maja, śledczy otrzymali pełną opinię sporządzoną po sekcji zwłok. Z dokumentu wynika jednoznacznie, że bezpośrednią przyczyną zgonu posła był bardzo poważny uraz nogi. Odniesione w wypadku obrażenia doprowadziły do uszkodzenia głównych naczyń krwionośnych. W konsekwencji u 36-latka nastąpił masywny krwotok, który ostatecznie okazał się śmiertelny.
X/wkatowicach.eu | Instagram Łukasz Litewka
Wyniki badań toksykologicznych kierowcy i analiza danych teleinformatycznych
57-letni kierowca mitsubishi był pod lupą śledczych przez wiele tygodni. Analizy laboratoryjne rozwiały wątpliwości dotyczące stanu mężczyzny w chwili tragedii z 23 kwietnia. 29 maja ostatecznie potwierdzono, że kierowca samochodu był całkowicie trzeźwy. Ekspertyza dowiodła także, że nie znajdował się on pod wpływem żadnych leków wpływających na percepcję lub zdolności motoryczne.
Prokurator Bartosz Kilian, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu, odniósł się do szerokiego zakresu przeprowadzonych testów. Wyjaśnił dziennikarzom, dlaczego cały proces badawczy wymagał czasu i tak wnikliwej analizy materiału laboratoryjnego. Zależało im bowiem na całkowitym wykluczeniu wszelkich ewentualnych wątpliwości.
Badaliśmy alkohol, substancje psychoaktywne, leki, wszystkie substancje, które mogły w jakikolwiek sposób zmniejszać jego zdolności w zakresie percepcji i motoryki. Stąd ten długotrwały proces badawczy.
Otrzymane dowody nie wpłynęły jednak na zmianę kwalifikacji czynu, o który podejrzewa się mężczyznę. Jak przekazał 29 maja prokurator Bartosz Kilian, status prawny 57-latka w kontekście postawionych wcześniej zarzutów pozostaje bez zmian. Śledczy pracują obecnie na ustalonym wcześniej materiale dowodowym.
Opinia ta nie dostarczyła w ocenie prokuratury przesłanek do jakiejkolwiek modyfikacji wcześniej przedstawionego zarzutu.
Śledczy przeanalizowali również aktywność telekomunikacyjną uczestników zdarzenia. Ekspertyza telefonu potwierdziła, że kierowca Mitsubishi nie używał urządzenia w momencie uderzenia. Z kolei analiza danych posła wykazała, że w chwili wypadku prowadził on rozmowę telefoniczną przy użyciu słuchawki. Zgodnie z przepisami ruchu drogowego, takie zachowanie nie stanowiło żadnego naruszenia prawa.
screen Uwaga TVN
Prokuratura w Sosnowcu nadal szuka świadków. Pożar na grobie Łukasza Litewki
Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu przyznaje, że wciąż brakuje jednego elementu układanki. Śledczy nadal poszukują osób, które mogłyby zrelacjonować dokładny przebieg potrącenia z 23 kwietnia. Jak poinformowano 29 maja, do tej pory nie udało się dotrzeć do nikogo, kto widziałby sam moment uderzenia.
W dalszym ciągu nie natrafiliśmy na osobę, która twierdziłaby, że była naocznym świadkiem tego zdarzenia.
W toku postępowania zapadły też ważne decyzje dotyczące wolności podejrzanego. Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej już 25 kwietnia rozpatrzył wniosek prokuratury i wydał decyzję o możliwości opuszczenia aresztu po wpłaceniu 40 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Podejrzany o spowodowanie wypadku uiścił wyznaczoną kwotę i wyszedł na wolność 28 kwietnia. Następnie, 12 maja zapadła decyzja, która zszokowała opinię publiczną. Sąd Okręgowy w Sosnowcu uchylił wszystkie środki zapobiegawcze wobec 57-latka – mężczyzna nie ma już dozoru policji ani zakazu opuszczania kraju.
W cieniu toczącego się śledztwa, 27 maja doszło również do zasmucającego incydentu na cmentarzu. Na mogile polityka, którą wciąż odwiedzają tłumy, widok był przygnębiający. Ogień, wzniecony przez niefortunny podmuch wiatru, strawił to, co ludzie przynieśli w dowodzie pamięci – wieńce i znicze zamieniły się w czarny popiół.