Szokujące wyznanie Beaty Ścibakówny. Przez 15 lat przeżywała horror przez jeden związek

Szokujące wyznanie Beaty Ścibakówny. Przez 15 lat przeżywała horror przez jeden związek

Szokujące wyznanie Beaty Ścibakówny. Przez 15 lat przeżywała horror przez jeden związek

instagram.com/beata_scibakowna_official

Beata Ścibakówna, jedna z najbardziej uznanych polskich aktorek, zdecydowała się na bolesne wyznanie. Gwiazda, którą widzowie pokochali za role w hitach takich jak "Tygrysy Europy" czy "Na dobre i na złe", przez 15 lat mierzyła się z nienawiścią, która przybierała formę rodem z mrocznych thrillerów. Aktorka w końcu przerywa milczenie i wyznaje bez ogródek, jak wysoką cenę zapłaciła za miłość do Jana Englerta.

Reklama

Beata Ścibakówna dostawała anonimy z wycinanych gazet. Listy trafiały do teatru

To, co działo się za kulisami jej perfekcyjnie budowanej kariery, do dziś mrozi krew w żyłach. Gdy tylko jej relacja z rektorem wyszła na jaw, Beata Ścibakówna stała się celem bezwzględnego ataku. Do Teatru Powszechnego, a później do Teatru Narodowego, zaczęły spływać przerażające przesyłki.

To były czasy bez internetu, bez mediów społecznościowych, więc ten hejt nie wylewał się tak otwarcie ze wszystkich stron, nawet nie był nazwany "hejtem", ale od początku mojego związku z Janem Englertem przez jakieś 15 lat dostawałam anonimy. (...) Listy, których litery były wycinane z gazet. Teraz żałuję, że je wyrzuciłam, bo miałabym dowód i wątpliwą "pamiątkę"

Aktorka przyznaje, że regularnie nękające ją "wyrzuty i złorzeczenia" zostawiły trwały ślad w jej pamięci. Po pewnym czasie opracowała jednak własny sposób na radzenie sobie z tymi makabrycznymi wiadomościami.

Głównie wyrzuty i złorzeczenia. Te listy przychodziły najpierw do Teatru Powszechnego, w którym grałam przez pięć lat po ukończeniu szkoły teatralnej, a później do Teatru Narodowego. Były bardzo podobne, bolały. Po czasie rozpoznawałam już charakter pisma na kopercie i nie otwierałam, wyrzucałam.

Jan Englert i Beata Ścibakówna Fot. AKPA

Historia miłości Beaty Ścibakówny i Jana Englerta. Poznali się w Akademii Teatralnej

Uczucie między Beatą Ścibakówną a Janem Englertem wybuchło w latach 90. w murach Akademii Teatralnej, co natychmiast wywołało ogromne poruszenie. On był wpływowym rektorem, ona ambitną studentką. Aktorka nie owija w bawełnę – środowisko patrzyło na nią z góry, sugerując, że ten związek to jedynie łatwa przepustka do wielkiej kariery. Tymczasem jej życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej.

Rodzice chcieli, żebym była nauczycielką języka angielskiego. Nie wierzyli, że dostanę się do szkoły teatralnej, bo konkurencja była i jest olbrzymia.

Udowodniła im jednak, że scena to jej prawdziwe powołanie. Widzowie pokochali ją jako Basię w serialu "Radio Romans", charyzmatyczną ordynator Orlicką w "Na dobre i na złe", a także w kultowej produkcji "Tygrysy Europy". Z pomocą w najtrudniejszych momentach, gdy krytyka uderzała najmocniej, przychodzili doświadczeni koledzy z branży. To właśnie Andrzej Łapicki w mistrzowski sposób nauczył ją niezbędnego dystansu do medialnego szumu.

Beata, niech piszą dobrze czy źle byle z nazwiskiem.

Złośliwe szepty nie zniszczyły tej miłości. Para stanęła na ślubnym kobiercu w 1998 roku. Co ciekawe, świadkiem na ich ślubie, a kilka lat później matką chrzestną ich córki Heleny Englert, została uwielbiana przez Polaków Anna Dymna.

Jak Beata Ścibakówna radzi sobie z hejtem? Aktorka ma 'grubą skórę'

Choć anonimy wyklejane z gazet to już zamknięty rozdział, dzisiejszy świat show-biznesu przyniósł nowe zagrożenia w postaci internetowych trolli. Beata Ścibakówna udowadnia jednak, że z biegiem lat wyhodowała sobie niesamowicie "grubą skórę".

Instagram daje większe możliwości sfrustrowanym i leczącym swoje kompleksy. Natychmiast rozpoznaję hejt i usuwam. Nie interesuje mnie

Gwiazda wyznaje dziś jedną, niezwykle cenną zasadę w walce z internetową nienawiścią, z której inni celebryci mogliby brać przykład.

Nigdy nie należy reagować, bo to tylko daje satysfakcję hejtującym.

Zamiast wdawać się w dyskusje z zawistnikami, artystka woli działać. Niedawno wystąpiła w głośnej produkcji "Algorytm miłości", a jako niezależna producentka ma już na koncie pięć spektakli. Największym triumfem nad dawnymi hejterami pozostaje jednak jej codzienność. Beata Ścibakówna i Jan Englert nieustannie trwają u swego boku, wspólnie pracując w Teatrze Narodowym i udowadniając, że ich miłość przetrwała najcięższą próbę czasu.

57-letnia Beata Ścibakówna w skąpym opalaczu pręży się na jachcie w Miami. Fani patrzą tylko na jedno [zdjęcia]
Źródło: instagram.com/beata_scibakowna_official
Reklama
Reklama