To był wtorek, którego Marcin D. długo nie zapomni. Były mąż Marty Kaczyńskiej, bratanicy Jarosława Kaczyńskiego, wpadł w ręce służb na Pomorzu, a powód zatrzymania wprawia w osłupienie. Chodzi o gigantyczne kwoty i mechanizm, którego nikt się nie spodziewał.
Zatrzymanie Marcina D. na Pomorzu
Akcja służb była błyskawiczna i brutalnie przerwała codzienność znanego mecenasa. Z samego rana 14 kwietnia 2026 roku adwokat Marcin D. został zatrzymany na wyraźne polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Wraz z nim wpadły jeszcze dwie osoby, w tym radca prawny, co tylko potęguje skalę tego skandalu. Zatrzymani zostali w trybie pilnym skierowani na przesłuchania, a ich transport do stolicy odbył się w pełnej dyskrecji.
Wiki Commons
Marcin D. i pranie brudnych pieniędzy
Skala najnowszych zarzutów, z jakimi musi zmierzyć się były mąż Marty Kaczyńskiej, jest porażająca. Śledczy mówią o ukrytych operacjach finansowych i kwotach, które dosłownie zwalają z nóg. Tym razem zorganizowany proceder uderzył bezpośrednio w osoby prywatne. Rzecznik warszawskiej prokuratury nie pozostawił w tej kwestii żadnych złudzeń.
Sprawa dotyczy popełnienia szeregu wielomilionowych oszustw i legalizowania pozyskanych w ramach tych przestępstw środków pieniężnych
- prok. Piotr Antoni Skiba
Słowa prokuratora są jednoznaczne – to właśnie pranie brudnych pieniędzy stanowiło fundament ich nielegalnej działalności. Internauci nie mają litości, zadając sobie pytanie, jak człowiek o takim statusie i koneksjach mógł po raz kolejny zaryzykować swoją wolność.
AKPA
CZYTAJ TAKŻE: Trzy śluby, dwa rozwody i walka o ojcostwo. Burzliwe życie uczuciowe Marty Kaczyńskiej
Przeszłość Marcina D. i afera PFRON
To niestety nie jest pierwszy bolesny upadek wpływowego adwokata na samo dno. Jego przeszłość jest mroczna i pełna niewygodnych faktów, a prawnicza kartoteka już teraz pęka w szwach. W sierpniu 2015 roku uderzyło w niego CBA, oskarżając go o bezczelne wyłudzenie 14,5 mln zł z PFRON oraz wypranie kolejnych 8,4 mln zł. Za tamte czyny spędził aż 14 miesięcy w areszcie, z którego wyszedł dopiero po wpłaceniu astronomicznych 3 mln zł kaucji.
Środowisko prawnicze zareagowało błyskawicznie – we wrześniu 2015 roku Okręgowa Rada Adwokacka w Gdańsku bezwzględnie zawiesiła go w czynnościach zawodowych. Jakby tego było mało, w grudniu 2019 roku mężczyzna ponownie trafił za kraty na dwa miesiące, gdy wypłynęła afera SKOK Wołomin i uderzające zarzuty o płatną protekcję. Wszystko wskazuje na to, że dawny bywalec salonów nie wyciągnął absolutnie żadnej lekcji ze swoich dramatycznych błędów.