Termometry pokazywały zaledwie 6 stopni, a pracownicy układali towar, trzęsąc się z zimna. Zamiast włączenia ogrzewania i poprawy warunków, kierowniczka sklepu Katarzyna Kiwerska dostała... wypowiedzenie dyscyplinarne. Za to, że odważyła się wpuścić do sklepu posła z kontrolą, potężna korporacja bezlitośnie wyrzuciła ją na bruk. Ten skandal w Dino to jednak dopiero początek wojny, która wkrótce znajdzie swój finał na sali sądowej.
Nagłe pożegnanie z kluczami w ręku
Był piątek, 13 marca 2026 roku. Dla wielu to pechowa data, ale w tym przypadku zadziałała z zimną, korporacyjną precyzją, udowadniając, że dla spółki procedury są ważniejsze niż człowiek. Wypowiedzenie wręczono Katarzynie Kiwerskiej nagle, w samym środku dnia pracy. Oficjalny powód brzmiał jak wyjęty z biurokratycznego generatora wymówek: ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych i złamanie wewnętrznych regulaminów. Zespół sklepu w Sochaczewie zamarł – ludzie patrzyli z niedowierzaniem, jak ich szefowa musiała zdać klucze i opuścić sklep natychmiast, zostawiając za sobą lata pracy.
W piątek (13 marca) w trakcie pracy przyjechali do mnie i przedstawili mi wypowiedzenie. W praktyce wyglądało to tak, że musiałam zdać klucze i opuścić sklep jeszcze tego samego dnia. Nawet moi pracownicy byli tym zaszokowani
- Katarzyna Kiwerska
Jako powód wpisano "ciężkie naruszenie obowiązków". To tak naprawdę wszystko i nic. Pod taki zapis można podpiąć bardzo wiele rzeczy.
- mówi dalej była już kierowniczka sklepu.
8 stopni – w takim zimnie pracują ludzie w Dino.
Weszliśmy właśnie z interwencją poselską do pomieszczeń w Sochaczewie. Mamy udokumentowane naruszenie przepisów. PIP o tym wie, kontroli ciągle nie ma. Firma bezczelnie odmawia rozmowy.
Robienie z ludzi mrożonki się opłaca. pic.twitter.com/eIKC0hp6AW
— Adrian Zandberg (@ZandbergRAZEM) February 4, 2026
CZYTAJ TAKŻE: "To patola!". Zandberg nie wytrzymał po słowach Mentzena. Poszło o picie w pracy
Sklep jak chłodnia i poseł na zapleczu
Prawdziwym powodem zwolnienia nie było żadne mityczne łamanie procedur, a interwencja poselska Dino, która obnażyła skandaliczne realia polskiego handlu. Kiedy 4 lutego 2026 roku na zaplecze wszedł poseł Adrian Zandberg, termometry wskazywały od 2 do 6 st. C. To oznacza, że jogurty na półkach miały lepsze warunki niż ludzie. Była już kierowniczka nie zamierzała tuszować tego faktu, za co ostatecznie zapłaciła najwyższą cenę:
Ja działałam na podstawie kodeksu pracy. Jako kierowniczka sklepu mam obowiązek reagować, gdy warunki pracy są niebezpieczne. Temperatura około 2 st. C to nie są warunki do pracy.
Podczas gdy biuro prasowe sieci milczy, polityk lewicy nie gryzie się w język. Jego słowa stanowią potężny kontrapunkt dla korporacyjnej zmowy milczenia i udawania, że niskie temperatury w sklepach to odosobniony problem:
To jest skandal. Pracownicy Dino wykonują swoje obowiązki w warunkach zagrażających zdrowiu. Praca w temperaturze kilku stopni jest niezgodna z polskim prawem.
Sklep sieci Dino, zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wiki Commons
"To nie jedyny taki przypadek"
W sieci marketów Dino odwaga cywilna ma niezwykle wysoką cenę. To nie pierwszy raz, kiedy sygnalista w pracy zderza się z bezwzględną machiną odwetową firmy. Wcześniej posadę straciła inna pracownica, a jej jedynym "przestępstwem" była publikacja w internecie zdjęcia mało apetycznego posiłku regeneracyjnego. Taki korporacyjny knebel ma na celu zamknięcie ust wszystkim, którzy chcieliby narzekać na nieludzkie warunki pracy. Biorąc pod uwagę panujące tam temperatury, efekt mrożący zarząd osiągnął wręcz dosłownie.
Mimo prób uciszania pracowników, spór zbiorowy w Dino tylko przybiera na sile. Bezkompromisową postawą wobec pracowników oburzona jest nie tylko opinia publiczna w sieci. Do oficjalnego zbadania naruszeń wkroczyła już Państwowa Inspekcja Pracy oraz resort rodziny.
To historia o niesprawiedliwości, łamaniu przepisów i o tym, jak w praktyce traktuje się ludzi, którzy mają odwagę mówić prawdę
- podsumowuje Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy.
Finał znajdzie się w sądzie
Działania giganta z Krotoszyna, które w zamyśle miały zdusić bunt, przyniosły odwrotny skutek. Dyscyplinarne zwolnienie z pracy doświadczonej menedżerki tylko zaogniło konflikt, a poszkodowana kierowniczka już szykuje prawny kontratak. Sygnalista Dino chce twardo wyegzekwować prawa pracownicze BHP i domagać się odszkodowania, odrzucając ugodową wizję powrotu. Trudno się dziwić – mało kto chce dobrowolnie pracować z ludźmi, którzy w taki sposób pozbywają się niewygodnych współpracowników.
Sprawa trafi do sądu, tu nie ma żadnych wątpliwości. Już powiedziałam osobom, które wręczały mi wypowiedzenie, że spotkamy się w sądzie
- zapowiada Katarzyna Kiwerska.
Przedstawiciele detalicznej sieci wciąż nabierają wody w usta, prawdopodobnie licząc, że zwolnienie kierowniczki Dino szybko znudzi się mediom, a sprawa po cichu rozejdzie się po kościach. Tymczasem w Dino nastała zima, ale sąd pracy zapowiada wyjątkowo gorącą wiosnę.