Najpierw zaginięcie, a potem informacja o śmierci 41-letniej artystki wstrząsnęła całą Polską. Podczas ostatniego pożegnania na wrocławskim Grabiszynie padły jednak słowa, których fani "Na Wspólnej" czy "1670" nigdy wcześniej nie słyszeli. Magdalena Majtyka została pożegnana w sposób wyjątkowy, a ujawnione w trakcie uroczystości historie z jej życia wycisnęły łzy u żałobników. To nie był zwykły pogrzeb – to był hołd dla "kobiety renesansu".
Ostatnia droga inna niż wszystkie. Artyści pożegnali ją na własnych warunkach
Uroczystość zaplanowana na 17 marca miała w pełni świecki charakter. Bliscy Magdaleny Majtyki zdecydowali się na rezygnację z obrzędów religijnych oraz obecności księdza. Ceremonia trwała dokładnie 30 minut, a poprowadził ją mistrz ceremonii. Jak zdradził jeden z pracowników cmentarza, rodzina poprosiła o pożegnanie w tej konkretnej kaplicy i bardzo im na tym zależało.
Wzruszającą oprawę zapewnili przyjaciele z instytucji takiej jak Teatr Muzyczny Capitol Wrocław. Planowane występy udowodniły, że artystka nie była tylko serialową twarzą, ale przede wszystkim filarem wrocławskiej sceny. Mistrz ceremonii w swoich słowach skłonił wszystkich do refleksji nad tym, co nieuniknione.
Choć nikt z nas nie planował tego spotkania, to on przypomniał nam, jak kruchym jest ludzkie życie, jak niepewne plany. W każdej historii życia przychodzi nam spotkać się ze śmiercią. Kim jest ta śmierć? To wielka pani. Przychodzi nagle, niespodziewanie, czasem bardzo gwałtownie, ale zawsze za szybko
instagram.com/majtykamagda
"Fioletowe getry" i walka o swoje. Nieznane fakty z dzieciństwa Magdy
Prawdziwe poruszenie wywołały anegdoty przybliżające szczegóły życia prywatnego Magdaleny Majtyki. Mistrz ceremonii opowiedział o dzieciństwie, w którym zmarła pokazywała swój upór i charakter. Już jako mała dziewczynka potrafiła twardo bronić własnego zdania.
Często wojowała rano z mamą, bo miała własny pomysł na to, co ubierze. Przy minus dziesięciu stopniach uparła się, aby iść do szkoły w fioletowych getrach, które wtedy były jej ulubionym ciuchem
Z relacji mistrza ceremonii wynikało również, że od najmłodszych lat dzieliła się z innymi swoim kieszonkowym i kupowała słodycze koleżankom. Była otwarta na ludzi i nowe doświadczenia. To prowadzący ceremonię w swoim przemówieniu sięgnął po barwne określenia, które najlepiej oddawały jej pełne energii usposobienie.
Miała zawsze pozytywne poczucie humoru, była pozytywnie zakręcona, z głową pełną pomysłów, którymi się chętnie dzieliła. Potrafiła cieszyć się z tych rzeczy, szczególnie tych najmniejszych. Była po prostu czuła, wrażliwa, spontaniczna. Otwarta też na nowe doświadczenia, na nowych ludzi [...] Była promykiem, bo gdzieś się nie pojawiała, sprawiała, że inni się po prostu uśmiechali
instagram.com/majtykamagda
Magdalena Majtyka jako "kobieta renesansu". Od kaskaderki po czułą mamę
Telewidzowie doskonale znali ją z małego ekranu. Magdalena Majtyka "Na Wspólnej" wcielała się w postać Jagody Janowicz, a w ostatnim czasie widzowie mogli ją oglądać także w przebojowym serialu "1670". Sama artystka z dumą podkreślała swoje wszechstronne umiejętności zawodowe, które wykraczały daleko poza klasyczne aktorstwo.
Witam serdecznie. Nazywam się Magdalena Majtyka, jestem aktorką i kaskaderką. Potrafię śpiewać, tańczyć — tańczę od szóstego roku życia — tworzyć choreografię, walczyć
Prywatnie kochała czytać książki, słuchać muzyki relaksacyjnej i celebrować wolny czas na domowym tarasie. Mistrz ceremonii nie miał wątpliwości, że żegna osobę o niezwykle bogatym życiorysie, która w swojej pracy przeszła przez wszystkie możliwe szczeble.
Żegnamy dziś kobietę renesansu [...] Kochała śpiewać. Pięknie śpiewała. Była też instruktorką tańca, nauczycielką. Kobietę, która pracowała po kolei na różnych stanowiskach. Od asystenta po kierownika. Kobietę, która kochała ludzi. Która miała ten dar, że ich do siebie przyciągała. A oni otrzymywali od niej radość, siłę
instagram.com/majtykamagda
"Uczyniła mnie mężczyzną". Wstrząsające wyznanie męża i ostatnie wakacje
Zaginięcie artystki wywołało w kraju ogromne poruszenie. Zaskoczenia skalą reakcji otoczenia nie krył Bartek Bartos, szwagier zmarłej i oficjalny przedstawiciel rodziny w kontaktach z mediami. W reportażu wyemitowanym w programie "Uwaga!" TVN odniósł się do gigantycznego zaangażowania setek osób w poszukiwania.
"Ten cały szum w mediach, social mediach, potem prasie, telewizjach - zaskoczył wszystkich. Na początku to były poszukiwania, które niestety, trwały krótko. Ale to wszystkich zaskoczyło: bliskich, znajomych. Potem sobie uświadomiliśmy, że ona egzystowała w tak wielu środowiskach i tak bardzo była lubiana, tak wiele dawała z siebie, że wszyscy po prostu nagle rzucili wszystkie ręce na pokład"
Najbardziej łamiącym serce momentem było jednak pożegnanie, które wystosował Piotr Bartos. Za pośrednictwem brata przekazał dobitne wyznanie. Podsumował w nim, kim dokładnie była dla niego tragicznie zmarła ukochana.
"Zapytałem go, czy jest coś, co chciałby przekazać. Powiedział: 'wiesz, że Magda uczyniła mnie mężczyzną. Stworzyłem z nią rodzinę, ale też była moim najlepszym przyjacielem, moim wsparciem i miłością mojego życia'"
Tragizmu całej sytuacji dodaje fakt, że przed nadejściem dramatycznych wydarzeń Piotr Bartos i ich córka odbyli wspólną podróż. Spędzili urlop we Włoszech, z którego artystka wróciła pełna entuzjazmu. Nie wiedziała, że będzie to jej ostatni wyjazd z bliskimi.
Potrafiła rozweselić niejednego smutasa. Ostatnie wakacje spędziła z mężem i córką we Włoszech. Opowiadała, że to były najlepsze wakacje w jej życiu. Miała tam mnóstwo szalonych przygód. Powiedziała, że spędziła tam cudowny czas i że na pewno jeszcze tam powróci