Na co dzień z aptekarską precyzją pilnuje słupków i cyferek, ale w kluczowym momencie postawiła fortunę na czystą intuicję. Elżbieta Marszalec, nowa polska milionerka, udowodniła, że stalowe nerwy popłacają. Zwyciężczyni "Milionerów" szła przez pytania jak burza, podejmując ryzykowne decyzje, podczas gdy jej bliscy na widowni dosłownie drżeli o każdy jej krok. Ten historyczny moment wprawił telewidzów w osłupienie, ale to, kim nowa milionerka jest prywatnie, zaskakuje jeszcze bardziej.
Finałowe pytanie, które zmieniło wszystko
Droga do miliona wcale nie była usłana różami, a najgoręcej zrobiło się przy pytaniu za 50 tysięcy złotych o lokalizację wrocławskiego lotniska. Hubert Urbański wprowadzył uczestniczkę w błąd, sugerując, że poprawną odpowiedzią może być Olsztyn.
Gdybym grał o swoje pieniądze to dużo bym zaryzykował obstawiając Olsztyn. Ale to nie jest solidna skała na której mogę się oprzeć
Prowadzący próbował ratować sytuację, ale Elżbieta Marszalec mu nie zaufała. Wykorzystała koło ratunkowe "pół na pół" i przetrwała w grze, a zszokowany Urbański wyznał z ulgą:
Strasznie byłoby mi wstyd, gdybyś straciła przeze mnie dużo pieniędzy
instagram.com/wwtbampoland
Kiedy padło finałowe pytanie Milionerzy, emocje w studiu sięgnęły zenitu. Prowadzący teleturniej odczytał zagadkę, której stawką był równiutki milion złotych:
Ile wymiarów ma geometryczny punkt?
Do wyboru były cztery warianty: A: zero, B: jeden, C: dwa, D: trzy. Kobieta nie wahała się ani sekundy i postawiła wszystko na jedną kartę. Pewnie wskazała odpowiedź "A) zero", a w studiu wybuchła absolutna euforia.
Prowadzący nie krył podziwu, krzycząc:
Odważna kobieto! Tak się wygrywa milion. Bezprzykładna odwaga, wiedza, intuicja!
Na widowni wspierały ją siostra i córka, które z zapartym tchem śledziły tę brawurową grę. Siostra, komentując jej ryzykowne posunięcia, stwierdziła z ulgą:
Dobrze, że ryzykuje w tym momencie
jednak szybko dodała, że
zawał serca przy niej to za mało
Sama Elżbieta Marszalec tuż po wygranej wydawała się wciąż w szoku:
To nieprawdopodobne. Nie wierzę jeszcze. Nie wierzę w to po prostu. Ale kto nie ryzykuje…
Z zawodu księgowa, z wykształcenia... meteorolog. "Głowa wypełniona sieczką" dała jej milion
Wykształcenie Elżbiety Marszalec jest wyjątkowo nieszablonowe. Choć na co dzień jest to sumienna księgowa z Warszawy, z wykształcenia jest technikiem ochrony środowiska o specjalności meteorologia. Co ciekawe, w swoim wyuczonym zawodzie nigdy nie pracowała, co dodaje jej życiorysowi dodatkowej pikanterii. Sama stanowczo rozprawia się z krzywdzącymi stereotypami narosłymi wokół jej obecnej profesji.
Kobieta udowadnia, że praca w finansach to przede wszystkim analityczny umysł i ciągły rozwój.
Wiem, że jest takie wyobrażenie - starsza pani w okularach siedzi i tłucze te cyferki ale tak absolutnie nie jest. W tym zawodzie dużo się zmieniło. Trzeba mieć otwarty umysł, żeby się utrzymać i być na bieżąco z wszelkimi nowinkami – prawnymi, technicznymi, żeby sobie poradzić.
Wygrana w Milionerach to jednak efekt jej wszechstronnej ciekawości świata, a nie tylko zawodowych kompetencji. Kobieta od dziecka chłonie informacje jak gąbka, stając się prawdziwym omnibusem.
Jak przyznaje sama uczestniczka, do formatu, jakim są Milionerzy Polsat, przygotowywała się nieświadomie przez całe życie.
Nie, chyba całe moje życie jest przygotowywaniem się do takiego programu. Jestem takim trochę omnibusem. Jestem ciekawa świata, zawsze się interesowałam wieloma rzeczami. Bardzo dużo czytam, intrygują mnie różne ciekawostki. To spowodowało, że rzeczywiście w mojej głowie jest wiedza na bardzo różne tematy. Czasami żartowałam z moimi dzieciakami, że mam głowę wypełnioną sieczką.
Ta wspomniana "sieczka" okazała się ostatecznie warta równy milion złotych.
To nie był jej pierwszy raz przed kamerami
Zwycięski program, którego twarzą jest Hubert Urbański, nie był jej absolutnym debiutem przed obiektywami kamer. Elżbieta Marszalec to weteranka formatów telewizyjnych, która od lat z pasją sprawdza swoją wiedzę. Wcześniej walczyła w programie „Jeden z dziesięciu”, gdzie dotarła do finału odcinka. Z kolei w „Vabanku” zajęła doskonałe, drugie miejsce.
O swoich poprzednich telewizyjnych bojach opowiada z dużą dawką skromności.
Parę lat temu startowałam w „Jeden z dziesięciu”, a całkiem niedawno w „Vabanku”. W jednym dotarłam do finału odcinka, w drugim zajęłam drugie miejsce. Wynik nie był więc na pewno tak spektakularny jak w „Milionerach”.
Teleturniej Polsat był jej trzecim, najważniejszym podejściem. To właśnie tutaj doświadczenie, spokój i niesamowita wiedza splotły się w idealnym momencie, otwierając wrota do wielkiej fortuny.
Na co pójdzie milion? Rozsądek ponad luksus
Gigantyczna wygrana milion złotych zazwyczaj wyzwala chęć natychmiastowego luksusu, ale nowa księgowa Milionerzy stawia na twardy pragmatyzm. Priorytetem jest dla niej wsparcie najbliższych i spłata własnego kredytu mieszkaniowego, który ciąży jej do dziś. Chce maksymalnie ułatwić swoim dzieciom wejście na trudny rynek nieruchomości. Taka postawa czyni ją autentyczną postacią, z którą każdy zwykły człowiek może się utożsamić.
Swoje plany finansowe opiera na chęci ułatwienia życia synowi i córce. Wynika to z faktu, że sama doskonale zna ciężar zobowiązań.
Bardzo chciałabym im ułatwić start w dorosłość. W tej chwili bardzo ciężko jest młodym ludziom. Nie mówię, że nam było łatwo - do dzisiaj spłacam kredyt mieszkaniowy. Niemniej tak sobie myślę, że jeżeli im będzie trochę lżej, to bardzo mnie to ucieszy. Dlatego po prostu dołożę im się do mieszkań. Chciałabym, żeby jedno i drugie miało swój kąt, który mogłoby nazwać swoim domem. To bardzo ważne, żeby po całym dniu wracać do swojego domu.
Równie zdroworozsądkowo nowa polska milionerka podchodzi do kwestii motoryzacji. Zamiast sportowego Porsche z salonu, planuje pożegnać swój wysłużony wehikuł i sprawić sobie skromne, nowe auto.
Wymienię moją cudną Lodzię, czyli moją Skodę, która wiernie mi służy już od 19 lat. Jest wspaniałym autkiem i zostanie w rodzinie. Moja córka już ostrzy sobie na nią zęby.
Lodzia zyska więc drugie życie, a Elżbieta z rozbrajającą szczerością argumentuje swoje plany:
Rozglądam się za autem w rozsądnej cenie, bo jestem rozsądnym człowiekiem.
Życie poza blaskiem fleszy
Kiedy milkną brawa w studiu Polsat, bohaterka wieczoru wraca do swoich drobnych, codziennych rytuałów. Jej domowa biblioteczka to prawdziwy miszmasz gatunkowy, w którym można znaleźć wszystko od biografii po kryminały.
Od sensacji przez horrory, po fantastykę, fantasy, biografie, czasami romanse dla odmóżdżenia. Książki są ze mną od zawsze i mam ich w domu bardzo dużo (...) Takim „czasoumilaczem” są też krzyżówki.
Co ciekawe, milionerce wcale nie marzy się egzotyczna wyprawa na drugi koniec świata. Pozostaje skromną kobietą, która najbardziej ceni sobie rodzimą przyrodę i dzikie brzegi Wisły.
Może jakaś Dacia na przykład? I może pojadę gdzieś, ale też nie na koniec świata, tylko w jakieś piękne miejsce w Polsce, bo ja kocham Polskę i uwielbiam naszą przyrodę. Nie muszę leżeć na leżaku przy basenie w Egipcie, żeby być szczęśliwą. Wolę na łące. Na pewno też zainwestuję w siebie, bo cały czas staram się podnosić kwalifikacje zawodowe. Na razie wciąż wygrana wydaje mi się abstrakcyjna, może dopiero jak zobaczę te zera na koncie, to wtedy mi nagle, jak to mówią, palma odbije (śmiech).
Długie spacery nad brzegiem rzeki to dla niej największy luksus, bez którego nie wyobraża sobie życia.