Radom pogrążony w żałobie. Jan Pszczoła, 78-letni samorządowiec znany z niezwykłej życzliwości, nie przeżył politycznej burzy, która rozpętała się podczas sesji rady miejskiej. To, co miało być rutynową debatą, zamieniło się w ludzki dramat. Radny zasłabł i trafił do szpitala w stanie krytycznym tuż po tym, jak w jego stronę poleciały wyzwiska.
"Bal na trupach" i atmosfera linczu. O to poszło w Radomiu
Piątkowa, nadzwyczajna sesja Rady Miejskiej w Radomiu od początku przypominała beczkę prochu. Zwołali ją radni PiS, żądając rozliczeń za kontrowersyjną "Potańcówkę w klimacie PRL". Oliwy do ognia dolały zdjęcia wiceprezydent Marty Michalskiej-Wilk z rekonstruktorami przebranymi za ZOMO. Temperatura sporu była niewyobrażalna, a w internecie i na sali wrzało.
Jeszcze przed sesją emocje sięgały zenitu. Stowarzyszenie Czerwiec’76 i internauci nie przebierali w słowach, komentując imprezę zorganizowaną w rocznicę robotniczych protestów:
Hańba! Napluliście ofiarom tych dni w twarz! Potańcówka na grobach jako pamięć ofiar Czerwca ’76? Bal na trupach PRL-u...
Na sali obrad poseł Marek Suski grzmiał z mównicy o "harcach i kpinach", a szef klubu radnych KO, Dawid Ruszczyk, alarmował, że mamy do czynienia z "cyfrowym linczem". W takiej atmosferze głos zabrał Jan Pszczoła. Gdy kończył, z galerii dla publiczności rozległy się skandowane hasła "Precz z komuną" i wyzwiska "komuchu".
Wiceprezydentka Radomia Marta Michalska-Wilk z rekonstruorami w strojach ZOMO / Fot. UM RAdom
CZYTAJ TAKŻE: Ujawniamy cennik z baru sejmowego. Szczęka opada do podłogi. Taniej niż w PRL-u
Ostatnie słowa i niedjedzona czekolada. "Janek był niewyraźny"
Dla przyjaciół i współpracowników Jan Pszczoła był kimś więcej niż politykiem. To człowiek, który na sesjach potrafił łagodzić obyczaje drobnymi gestami. Radny Jarosław Kosior ze wzruszeniem wspomina momenty, które teraz nabierają symbolicznego znaczenia:
Los sprawił, że siedzieliśmy obok siebie. Byłeś zawsze życzliwy i uśmiechnięty. Na pierwszej sesji tej kadencji częstowałeś nas czekoladą.
Niestety, piątkowe popołudnie nie miało słodkiego zakończenia. Tuż po swoim wystąpieniu i głosowaniu, w którym radni odrzucili stanowisko PiS, 78-latek gorzej się poczuł. Relacja radnego Kazimierza Woźniaka, który siedział tuż obok, mrozi krew w żyłach:
Już podczas wypowiedzi Janek był niewyraźny. Po głosowaniu stwierdził, że nie może się podnieść, a zaraz potem nie było już z nim kontaktu.
Radny został zabrany karetką do szpitala przy ul. Tochtermana. Diagnoza: rozległy wylew.
Jan Pszczoła / Fot. UM Radom
"Został zabity złym słowem". Spóźniona refleksja
Wiadomość o śmierci radnego, którą w sobotni wieczór 21 lutego 2026 roku przekazał jego syn Krzysztof Pszczoła, wstrząsnęła sceną polityczną. Liderzy Lewicy nie mają wątpliwości – to hejt doprowadził do tragedii. Najmocniej wybrzmiał głos Włodzimierza Czarzastego, który postawił wstrząsającą diagnozę:
Umarł Jan Pszczoła. Dobry człowiek. Radny Lewicy w Radomiu. Właściwie został zabity złym słowem. Występował na radzie. Usłyszał: "Komuchu", "Precz z komuną" oraz wiele obrzydliwych słów. Zasłabł.
Dopiero w obliczu tragedii emocje po drugiej stronie barykady nieco opadły. Radni PiS, którzy wcześniej ostro atakowali władze miasta i doprowadzili do zwołania burzliwej sesji, wieczorem opublikowali oświadczenie, życząc koledze "jak najszybszego powrotu do zdrowia". Niestety, na te życzenia było już za późno. Prezydent Radosław Witkowski pożegnał przyjaciela, pisząc o "ogromnej stracie dla wspólnoty samorządowej".
Urodził się w Międzyrzeczu, serce oddał Radomiowi. Miał gotowe sprawozdanie dla wędkarzy
Jan Pszczoła (78 l.) urodził się w Międzyrzeczu, ale to z Radomiem związał całe swoje dorosłe życie. Był doświadczonym ekonomistą i przedsiębiorcą. W samorządzie zasiadał przez wiele kadencji, a w ostatnich wyborach startował z listy tworzącej Pakt Samorządowy Radosława Witkowskiego.
Był społecznikiem z krwi i kości. Nawet w dniu feralnej sesji, mimo napiętej atmosfery, myślał o swoich obowiązkach. Miał przy sobie przygotowane sprawozdanie na obrady w Polskim Związku Wędkarskim (PZW), w którym aktywnie działał. Jak wspominają koledzy, "mógł być tam, gdzie czuł się najlepiej", ale wybrał obowiązek radnego. Zapłacił za to najwyższą cenę.
Czy ta śmierć zmieni cokolwiek w polskiej debacie publicznej? Radna Wioletta Kotkowska zostawia nas z gorzką, ale ważną refleksją:
Mam nadzieję, że jesteś teraz tam, gdzie nikt Cię już nie zrani, nie poniży, nie obrazi. Trzeba odrobić lekcje, że słowa mają duże znaczenie. Mogą być tarczą albo bronią…