Wielka Brytania uruchomiła kontrowersyjny program Sentencing Act 2026. Do końca roku przedterminowo więzienia opuści ponad 2500 skazanych, wśród nich obywatele Polski, Rumunii i Albanii czekający na deportację. MSWiA, Ministerstwo Sprawiedliwości i polscy strażnicy więzienni nie otrzymali list powracających ani informacji o popełnionych przez nich przestępstwach. Skazani siedzieli za włamania, kradzieże, handel narkotykami i pobicia. Pierwsza fala zwolnień ruszyła 1 października 2026 roku.
- Wielka Brytania zwalnia przedterminowo ponad 2500 więźniów przed upływem 2026 roku z powodu przepełnienia cel
- Polski rząd oraz Służba Więzienna nie otrzymały z Londynu kartotek ani wykazu deportowanych osób
- Przedterminowe zwolnienia obejmują skazanych m.in. za włamania, kradzieże i handel narkotykami
- Pierwsza fala zwolnień objęła około 700 więźniów 1 października 2026 roku
Sentencing Act 2026: masowe zwolnienia z brytyjskich zakładów karnych
Jak zauważa Paweł Moczydłowski, Wielka Brytania pęka obecnie w szwach, dlatego tamtejszy rząd zdecydował się na wdrożenie ustawy Sentencing Act 2026. Według części doniesień przepisy te umożliwiają wcześniejsze opuszczenie cel osobom, które odbyły co najmniej jedną trzecią kary, choć inne źródła wskazują na próg minimum 40 procent. Nowe regulacje obejmują szeroki wachlarz przestępstw. Na wolność wyjdą osoby skazane m.in. za kradzieże, włamania, handel narkotykami, rozboje, pobicia oraz oszustwa. Brytyjski rząd uspokaja, że z programu wykluczono morderców, terrorystów oraz gwałcicieli.
Proces opróżniania brytyjskich cel zaplanowano etapami. Akcja ruszyła na początku października, gdy na wolność wyszło około 700 skazanych. W kolejnych dziesięciu etapach zaplanowano zwolnienia następnych osób – w pierwszej kolejności w grupach po 650, później po 500 oraz 250 skazanych. Władze w Londynie dążą do szybkiego odciążenia systemu penitencjarnego kosztem deportacji cudzoziemców. Według części statystyk z marca 2026 roku Polacy stanowili najliczniejszą narodowość wśród więźniów obcokrajowców, choć według innych doniesień są trzecią grupą po Albańczykach i Irlandczykach.
Canva.com
Brak przepływu informacji między Londynem a polskimi służbami
Kryminolog Paweł Moczydłowski zwraca uwagę na niebezpieczną lukę informacyjną między brytyjskimi a polskimi służbami. Ani Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, ani Ministerstwo Sprawiedliwości nie dysponują imiennymi wykazami osób wracających do kraju. Londyn nie przekazał dotąd informacji o skali procederu ani o konkretnych przestępstwach popełnionych przez deportowanych więźniów.
Brak koordynacji budzi zaskoczenie ekspertów do spraw bezpieczeństwa. Paweł Moczydłowski skomentował, że dziwi go brak tej wiedzy po stronie polskiej. Ekspert wskazał przy tym, że relacje z Wielką Brytanią są dobre, może nawet lepsze niż dobre, i być może kanałami dyplomatycznymi uda się doprowadzić do przekazania tych informacji.
Służba Więzienna w Polsce o terminach i szczegółach planowanych deportacji zwolnionych więźniów nie została oficjalnie poinformowana przez stronę brytyjską. Również formacje penitencjarne nie otrzymały oficjalnych danych, które pozwoliłyby przygotować się na przyjazd skazanych. W praktyce oznacza to, że polskie instytucje nie wiedzą, kto i kiedy przekroczy granicę.
Recydywiści bez żadnego nadzoru. Dlaczego polska policja ma związane ręce?
Sytuacja prawna powracających z Wielkiej Brytanii stwarza poważne wyzwanie dla krajowych organów ścigania. Osoby, którym darowano resztę kary na Wyspach, po przekroczeniu polskiej granicy stają się w świetle prawa wolnymi obywatelami. Policja nie może objąć ich automatycznym nadzorem prewencyjnym, jeśli nie ma odpowiednich informacji o ich wyrokach i wpisów w systemach. Sama informacja, że ktoś odbywał karę za granicą, nie zastępuje danych potrzebnych służbom do działania.
Sytuację komplikuje fakt, że Straż Graniczna może podjąć działania wobec powracających osób dopiero po dokonaniu odpowiedniego wpisu przez właściwe organy, co przy obecnym braku danych z Londynu paraliżuje procedury prewencyjne. Na konsekwencje prawne takiego stanu rzeczy wskazuje Paweł Moczydłowski:
Jeśli to jest darowanie kary i te osoby wychodzą, to są ludźmi wolnymi. Nad osobami, które stały się normalnymi obywatelami, nie można roztoczyć nadzoru.
Eksperci ostrzegają, że brak monitoringu nad osobami karanymi za przestępstwa przeciwko mieniu czy zdrowiu może zwiększyć ryzyko ich powrotu do przestępczości. Sąsiedzi mogą nie wiedzieć, że obok zamieszkała osoba wcześniej skazana w Wielkiej Brytanii. Tymczasem służby pozostają bez podstawowych danych z Londynu, a powracający po odbyciu części kary mają w Polsce status wolnych ludzi.