Sylwia Peretti w nocy z 14 na 15 lipca 2026 roku oddała hołd swojemu jedynemu synowi, Patrykowi. Wtedy przypadała trzecia rocznica tragicznego wypadku przy moście Dębnickim w Krakowie. W zdarzeniu zginął 24-latek wraz z trzema innymi mężczyznami, a celebrytka wciąż zmaga się z niewyobrażalną żałobą. Mimo upływu czasu ból po stracie dziecka nie maleje, a jej nocne nagranie z cmentarza wyciska łzy.
- Sylwia Peretti odwiedziła cmentarz o północy w 3. rocznicę wypadku przy moście Dębnickim
- Celebrytka wyznała, że po śmierci Patryka "największy strach już się spełnił" i nie boi się o siebie
- Do tragedii doszło 15 lipca 2023 roku w Krakowie; rozpędzone Renault Megane dachowało po utracie panowania nad pojazdem
- Mąż gwiazdy, Łukasz Porzuczek, został zatrzymany przez CBA w związku z wyłudzeniem 7,5 mln zł
Nocna wizyta Sylwii Peretti na cmentarzu
Sylwia Peretti ponownie przypomniała o dramacie, który na zawsze zmienił jej życie. Feralnej nocy minęły dokładnie trzy lata od tragicznego wypadku, w którym straciła jedynego syna, Patryka. Z tej okazji celebrytka udała się na cmentarz dokładnie o północy, aby w ciszy i samotności oddać mu hołd. Z mrocznej wizyty opublikowała w mediach społecznościowych emocjonalną relację wideo.
Wpis, który towarzyszył nagraniu, jest pełen rozdzierającego serce bólu. Matka zmarłego 24-latka przyznała, że ciemność i cmentarna sceneria zupełnie jej nie straszą, ponieważ najgorsze w życiu już ją spotkało. Czas nie wyleczył ran, a jedynie uświadomił jej skalę dojmującej pustki i samotności. W swojej wiadomości do syna napisała wprost:
Północ na cmentarzu nie przeraża. Przeraża tylko świat, w którym od trzech lat nie mogę Cię przytulić. Dziś nie boję się już niczego. Bo matka, która przeżyła śmierć własnego dziecka, zna ból większy niż wszystkie ludzkie lęki. Od dnia, w którym odszedłeś, przestałam bać się o siebie. Bo największy strach już się spełnił. Tak bardzo Cię kocham, dzieciaku...
Po tym niewyobrażalnym dramacie Sylwia Peretti mocno ograniczyła swoją aktywność w życiu publicznym. Według stanu na lipiec 2026 roku, celebrytka zajmuje się przede wszystkim promocją swojej książki. Sporadycznie udziela wywiadów, w których wraca pamięcią do tamtych chwil.
Sylwia Peretti | instagram
Tragiczny wypadek przy moście Dębnickim
Przypomnijmy, że do koszmarnego zdarzenia doszło w dniu tragedii w Krakowie. To właśnie wtedy Renault Megane, jadąc z prędkością przekraczającą 162 km/h, uderzyło w słup sygnalizacji świetlnej i latarnię, a następnie zjechało po schodach na Bulwar Czerwieński i rozbiło się o betonowy mur. W wypadku zginęło czterech młodych mężczyzn, a śledczy ustalili, że kierujący Patryk Peretti był pod wpływem alkoholu. Biegli ustalili również, że nie podjęto próby hamowania przed uderzeniem.
Problemy z prawem męża i skarga pauliańska
Jakby tragedii było mało, stan na lipiec 2026 roku przynosi kolejne poważne zmartwienia w życiu rodziny. Obecnie Sylwia Peretti musi mierzyć się także z ogromnymi problemami z prawem swojego męża. Łukasz Porzuczek, 46-letni przedsiębiorca, trafił w ręce CBA pod niezwykle ciężkimi zarzutami. Chodzi między innymi o oszustwa podatkowe, posługiwanie się fałszywymi fakturami oraz wyłudzenie ponad 7,5 miliona złotych w związku z projektem finansowanym przez NCBR. Grozi mu kara pozbawienia wolności do 25 lat.
Sytuacja prawna i finansowa pary jest obecnie niezwykle skomplikowana. Wierzyciele przedsiębiorcy złożyli w sądzie skargę pauliańską. Powodem takich zdecydowanych działań było przepisanie przez niego wielkiego domu na żonę w formie darowizny. Łukasz Porzuczek posiadał bowiem wielomilionowe zobowiązania finansowe wobec innych podmiotów.
Pełnomocnik wierzycieli nie przebiera w słowach, jednoznacznie oceniając to konkretne działanie męża celebrytki. Tomasz Banaś wprost stwierdził, co sądzi o całym tym pomyśle i przepisywaniu majątku. Jego zdaniem Łukasz Porzuczek celowo:
uciekł z majątkiem
Wszystkie te bieżące, ogromne problemy prawne wydają się jednak schodzić na dalszy plan w obliczu niewyobrażalnej straty, jakiej doświadczyła matka Patryka. Czas dla niej bezpowrotnie stanął w miejscu i nic nie wskazuje na to, by rany w jej sercu kiedykolwiek mogły się zagoić.
Umarłam razem z moim dzieckiem