Ks. Sebastian Picur, posługujący jako wikariusz w parafii św. Stanisława Biskupa w Łańcucie, odniósł się do popularnego problemu wiernych. Kapłan, którego na TikToku śledzi armia miliona wiernych, nie miał litości dla internautki, która postanowiła zamienić kościelną ławę na miękką kanapę. Duchowny bez owijania w bawełnę wyjaśnił, kiedy rezygnacja z nabożeństwa staje się poważnym wykroczeniem.
Kiedy opuszczenie niedzielnej mszy to grzech ciężki
Ks. Sebastian Picur, znany w sieci jako "tiktoker w sutannie", nie gryzł się w język, gdy jedna z jego widzek zapytała o kwestię niedzielnego relaksu w domu. Duchowny na co dzień pracujący w archidiecezji przemyskiej regularnie mierzy się z niezwykle kreatywnymi wymówkami swoich widzów. Tym razem padło na najprostszą z możliwych: całkowity brak chęci do wyjścia z łóżka. Wprost zapytała o to jedna z użytkowniczek w komentarzu:
Szczęść Boże. Czy grzechem jest to, że po prostu nie pójdę do kościoła w niedzielę, bo mi się nie chce? Podkreślam, że wierzę.
Odpowiedź kapłana, który dociera swoimi nagraniami również do blisko 140 tysięcy fanów na Instagramie oraz ponad 200 tysięcy subskrybentów na YouTube, okazała się wyjątkowo bolesna dla domatorów. Tak brzmiała bezpośrednia odpowiedź duchownego:
Tak, jest to złamanie pierwszego Przykazania Kościelnego. W niedzielę i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymywać się od prac niekoniecznych.
Zgodnie z punktem 2181 Katechizmu Kościoła Katolickiego sprawa jest bardzo poważna. Wierni, którzy dobrowolnie i bez obiektywnie ważnego powodu omijają niedzielną Eucharystię, dopuszczają się grzechu ciężkiego. Obowiązek ten nakładany jest na wszystkich ochrzczonych katolików. Dotyczy on osób posiadających wystarczające używanie rozumu, które ukończyły siódmy rok życia. Skoro więc jesteś dorosły i rano wolałeś po prostu dłuższą drzemkę pod ciepłą kołdrą, nie masz taryfy ulgowej.
@ks.sebastianpicur #tegodnia #wiara #ksiadz ♬ oryginalny dźwięk - ks.sebastianpicur
Uczestnictwo we mszy w telewizji i internecie
Zdecydowana większość Polaków dobrze pamięta czasy, gdy odpalenie transmisji z nabożeństwa na ekranie załatwiało sprawę. Okazuje się jednak, że fizycznej obecności w świątyni nie da się tak łatwo obejść. Udział we mszy świętej przed monitorem nie zwalnia z obowiązku niedzielnego, chyba że na drodze stają nam realne przeszkody. Absolutnie niedopuszczalne jest także chrupanie chipsów czy siorbanie gorącego rosołu na domowej kanapie w trakcie wirtualnej liturgii. Tiktoker szybko rozwiał te wątpliwości:
Taki udział, pobożny – m.in. bez jedzenia np. obiadu w trakcie oglądania mszy – może być. Weszły jednak nowe przepisy. Wynika z nich, że msza oglądana w mediach musi odbywać się realnie, na żywo i w konkretnym miejscu. Zatem taka msza jest ważna, w zależności od obiektywnych, realnych okoliczności i przeszkód.
Kiedy nieobecność na mszy świętej nie jest grzechem?
Kiedy zatem nie musimy drżeć o stan naszego sumienia po weekendzie? Prawo kanoniczne jasno wskazuje kilka wyjątków od tej reguły. Nieobecność w świątyni nie jest uważana za grzech, jeśli zatrzymała nas nagła choroba lub fizyczny brak dostępu do jakiegokolwiek kościoła. Usprawiedliwione jest również czuwanie przy osobie obłożnie chorej, opieka nad małym niemowlęciem oraz odbywanie dalekiej podróży.
Zabiegani wierni mogą skorzystać z innej furtki, którą otwiera sam Kościół. Swoją powinność można spokojnie wypełnić, idąc na wieczorną mszę w sobotę. Nie potrzeba do tego zaświadczenia lekarskiego ani żadnego ważnego powodu. Wychodzi więc na to, że wymówka o rzekomym braku chęci ostatecznie musi wylądować w koszu, a internetowy ekspert w koloratce jak zawsze ma na wszystko gotową odpowiedź.