Anna Dymna od dekad słynie w polskim show-biznesie z niezwykłej klasy, empatii i wielkiej powściągliwości. Goszcząc w popularnym podcaście "WojewódzkiKędzierski", wybitna aktorka postanowiła jednak zabrać głos w sprawie kolorowych trunków i zakazanych substancji. Opowiadając o szalonych latach spędzonych w legendarnej krakowskiej Piwnicy pod Baranami, gwiazda odsłoniła zupełnie nieznane kulisy ówczesnej bohemy artystycznej. Prawda o jej osobistych, niecodziennych słabościach z tamtego okresu wprawiła w osłupienie samych prowadzących, a fanów po prostu chwyciła za serce.
W dalszej części tego samego, obszernego wywiadu z dwójką znanych dziennikarzy, 73-letnia Anna Dymna wyjaśniła, że artystyczne środowisko otaczało ją w młodości nieprawdopodobnym wręcz parasolem ochronnym. Starsza, krakowska bohema traktowała ją na każdym kroku niczym bezbronne dziecko, co miało ogromny związek z jej niezwykle delikatnym i bardzo dziewczęcym wyglądem. Koledzy ze sceny skrzętnie chronili młodą artystkę przed wszelkimi niebezpiecznymi nałogami, które w tamtych czasach kusiły na każdym rogu. Co fascynujące, to właśnie ten specyficzny okres ostatecznie ukształtował jej dzisiejszy, dojrzały stosunek do wszelkich używek. Obecnie aktorka uwielbia własnoręcznie i z ogromną pasją przygotowywać owocowe nalewki, jednak kategorycznie odrzuca jakikolwiek stan odurzenia.
Wiki Commons
Anna Dymna u Kuby Wojewódzkiego. Prawda o nocnym życiu w Piwnicy pod Baranami
Pytana wprost o to, czy w pełnym niekończących się imprez dawnym Krakowie zdarzało jej się zapomnieć o ograniczeniach i poddać wirowi niebezpiecznych pokus, legendarna aktorka udzieliła kategorycznej odpowiedzi. W trakcie podcastu ze spokojem wyjaśniła, że z uśmiechem obserwowała nocne, barwne życie Piwnicy pod Baranami, jednak zawsze dbała o bezpieczny, zdrowy dystans. Jej wrodzona asertywność oraz wielka chęć niesienia oparcia innym pozwalały jej na zachowanie trzeźwego umysłu, zwłaszcza w momentach, w których znajomi tracili głowę dla zgubnych przyzwyczajeń:
Nigdy w życiu. Najdziwniejsze było w Piwnicy pod Baranami. Ja się tam właściwie wychowywałam. Bardzo mnie wszyscy kochali. Ja zawsze z pomocą przychodziłam, bo ja nie piłam alkoholu. Nigdy, nigdy. Nigdy mi to nie przyszło to do głowy. Ja wyglądałam jak dziecko i oni mnie trochę tak traktowali. Nikt mnie do niczego nie zmuszał, jak powiedziałam nie, to nie. Jakoś taką miałam siłę przekonywania.
instagram.com/polskakulturalna/
Anna Dymna i Kora w jednej szkole. Wspomnienia z VII LO w Krakowie
Aktorka w rozmowie z Wojewódzkim wróciła pamięcią do czasów licealnych. Wyjawiła, że uczyła się w tej samej placówce co Olga Kora Jackowska-Sipowicz. Dymna z podziwem wspominała, jak Kora łamała szkolne zakazy, nosząc kolorowe, własnoręcznie robione czapki i pończochy.
Osobisty stosunek aktorki do mocnych trunków i domowych nalewek
Podczas tej samej, pełnej życiowych anegdot rozmowy z Wojewódzkim i Kędzierskim, na tapet trafił także bardzo ciekawy temat dzisiejszych preferencji polskiej ikony kina. Rozprawiając o swojej relacji z procentami, Dymna zaskoczyła słuchaczy szczerą i nieoczywistą refleksją. Jak się okazuje, gwiazda jest pasjonatką tradycyjnych, długo dojrzewających wyrobów rzemieślniczych, choć zachowuje w tej materii żelazną, modelową dyscyplinę. Ceni sobie wspaniały smak, ale utrata kontroli nad własnym ciałem to inna, niedopuszczalna dla niej granica.
Też nie lubię pić alkoholu. Ja bardzo lubię alkohol. Nalewki robię cały czas. Nie mam kiedy pić. (...) Ale to jest przepyszne. (...) Ja to bardzo lubię. Ja nie znoszę stanu upojenia alkoholowego. Nienawidzę tego.
AKPA
Anna Dymna i jej doświadczenia z silnymi lekami po operacji stóp
Warto podkreślić, że w trakcie tego fascynującego majowego wywiadu Anna Dymna z rozbrajającą szczerością podzieliła się także pewnym z pozoru niepokojącym wspomnieniem. Ujawniła, że jedyny moment w jej życiu, kiedy miała bezpośrednią styczność z silnymi środkami o działaniu narkotycznym, był absolutnie i wyłącznie pokłosiem koniecznej interwencji medycznej. Po przebytej operacji stóp lekarze zalecili jej mocne leki przeciwbólowe, które wywołały u niej bardzo intensywne i nieprzyjemne reakcje organizmu. Przykra walka z zaburzeniami percepcji oraz niespodziewanymi zwidami raz na zawsze zraziła aktorkę do jakichkolwiek eksperymentów ze środkami zmieniającymi świadomość.
Kim był kocur Haszysz? Niezwykła historia prezentu od syna
Największe zaskoczenie wywołał jednak wątek rzekomego, wieloletniego kontaktu z haszyszem. Gdy Anna Dymna przyznała, że ta substancja była obecna w jej życiu przez 15 lat, w studiu na moment zapadła cisza. Nieskazitelna gwiazda potrafiła mistrzowsko zbudować napięcie, a jej poważny ton szybko ustąpił jednak miejsca gromkiemu śmiechowi.
Wszystko stało się wreszcie jasne, gdy artystka z charakterystycznym, matczynym ciepłem w głosie wyjaśniła sprawę swojego największego "uzależnienia". Zamiast wielkiego obyczajowego skandalu, internauci otrzymali cudowną i ujmującą historię o zwierzęcym oddaniu. Zakazaną z nazwy słabością okazał się domowy ulubieniec, wręczony aktorce przez jej dziecko na benefisie Krzysztofa Jasińskiego.
To prawda, haszysz był bardzo ważny w moim życiu przez długi czas. (...) Jest ten benefis i w pewnym momencie mój synuś wręcza mi koszyczek, a w tym koszyczku coś się rusza. Ja to wyciągam, a tam jest takie małe czarne coś (...) I to był Haszysz właśnie. Haszysz to był dziki, czarny kocur. Jakie to było zwierzę, jaki on miał charakter. On był najlepszym terapeutą świata.