Podczas gdy koledzy z branży kupują kolejne jachty, Piotr Zieliński po cichu buduje azyl dla tych, o których świat zapomniał. Prawda o tym, co dzieje się na Dolnym Śląsku, kompletnie zmienia postrzeganie gwiazdora. Reprezentant Polski i zawodnik wielkiego klubu Inter Mediolan przez lata trzymał to w tajemnicy, by z dala od błysku fleszy ratować przyszłość najbardziej bezbronnych.
Dwa budynki i wielka tajemnica. Mało kto wiedział, na co Piotr Zieliński wydał fortunę
Piotr Zielińskijuż nie raz pokazał, że ma wielkie serce. Piotr Zieliński zamiast inwestować miliony w krzykliwe biznesy, z własnych środków kupił dwie potężne nieruchomości w powiecie ząbkowickim. Budynki, których lokalizacją jest Targowica oraz Ząbkowice Śląskie, zostały gruntownie wyremontowane i zaadaptowane na nowoczesne domy dziecka. Cała operacja odbyła się w całkowitej dyskrecji, bo sportowiec nigdy nie szukał poklasku.
Schronienie w tych murach znajdują najmłodsi, dla których los nie był łaskawy. To dzieci pochodzące z rodzin dysfunkcyjnych, nierzadko naznaczone piętnem alkoholizmu czy domowej przemocy. Placówki działają oficjalnie pod egidą stowarzyszenia "Piotruś Pan", a sam piłkarz pomaga dzieciom nie tylko finansowo. Regularnie przyjeżdża na miejsce, przywozi sprzęt elektroniczny do nauki i spędza z podopiecznymi czas.
instagram.com/zielu_94
Zabierają ich do dentysty i wyprawiają urodziny. Rodzice piłkarza przerywają milczenie o trudnej codzienności
Zarządzanie tak ogromnym i trudnym przedsięwzięciem spadło na barki najbliższych gwiazdora. Pełnoetatową opiekę sprawują Bogusław Zieliński oraz jego żona Beata. To oni zarządzają dwiema placówkami, pod których dachem znajduje się łącznie około 20 dzieci. Jak sami otwarcie przyznają, domy dziecka Piotruś Pan stały się ich całym światem, wymagając absolutnego poświęcenia.
Praktycznie mieszkamy w domu dziecka, choć mieliśmy przyjeżdżać jak do normalnej pracy. Parę godzin spokoju jest tylko wtedy, kiedy dzieciaki są w szkole
Państwo Zielińscy wzięli na siebie pełną odpowiedzialność za los podopiecznych. Chodzą na szkolne wywiadówki, martwią się o oceny i starają się, choć w części zastąpić maluchom biologicznych rodziców. Zamiast chłodnego zarządzania ośrodkiem, dają im prawdziwy dom.
Opiekujemy się nimi jak własnymi. Zabieramy do dentysty, wyprawiamy urodziny, jedną dziewczynkę musimy ochrzcić, a gdy któreś nawywija coś w szkole lub przedszkolu, jesteśmy wzywani i idziemy porozmawiać z wychowawcą
Dopiero w tym miejscu do akcji z budżetem "ekstra" wkracza syn. Chociaż bieżące wydatki i funkcjonowanie stowarzyszenia Piotruś Pan wspierają dotacje, to właśnie prywatny majątek zawodnika pozwala na spełnianie dziecięcych marzeń.
Na bieżącą działalność dostajemy dotacje z powiatu, z którym mamy podpisaną umowę. Zdarza się, że Piotrek dołoży coś ekstra. Na prezenty czy wyjazdy wakacyjne lub ferie zimowe. Nie ma z tym problemu
Ojciec nie ukrywa, że ich zaangażowanie w życie maluchów to projekt na długie lata. Z pełnym przekonaniem patrzy w przyszłość placówek i ich wychowanków.
za parę lat zapewne będziemy organizować im wesela
AKPA
Piotr Zieliński obok Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Ten jeden medal znaczy dla niego więcej niż mistrzostwo Włoch
Dyskretna pomoc pomocnika w końcu ujrzała światło dzienne i została doceniona na najwyższym szczeblu. W 2023 roku otrzymał on medal św. Brata Alberta – prestiżowe odznaczenie wręczane za bezinteresowne wsparcie potrzebujących. Dzięki temu dołączył do zaszczytnego grona, w którym znajdują się polscy piłkarze filantropi, ramię w ramię z Kubą Błaszczykowskim czy Robertem Lewandowskim.
To ostateczny dowód na to, że prowadzona przez niego pomoc charytatywna płynie prosto z serca, a nie z kalkulacji wizerunkowych. Reprezentacja Polski może być dumna z postawy swojego lidera, który chętnie wspiera też akcje charytatywne sportowców, oddając na licytacje meczowe koszulki, a nawet bezcenną replikę medalu za mistrzostwo wywalczone we Włoszech. Słowa ojca najlepiej podsumowują człowieka, który grając na największych stadionach świata, nigdy nie zapomniał, skąd pochodzi.
Dostał dar od Boga. Ostro trenował, nie odpuszczaliśmy mu, ale zawsze miał szybkie nóżki i technikę. Nie zmienił się. Jest zwykłym, prostym chłopakiem z małej miejscowości, to jego oryginalność. Przyjeżdża do Ząbkowic Śląskich, idzie na stadion pobiegać, pogra ze mną w tenisa. Z każdym zrobi sobie zdjęcie. Ja tylko daję znajomym "cynk". Mówię: "o tej godzinie będzie na stadionie, ale ode mnie tego nie wiecie"