Polska zamarła, gdy na jaw wyszły wstrząsające okoliczności śmierci 24-letniego Tomasza. To nie była długa, wyniszczająca choroba, a tragiczny splot zdarzeń po zwykłym powrocie z zajęć. Sławomira Łozińska, gwiazda "Barw szczęścia", od ponad dwóch dekad nosi w sercu ból, którego nie da się ubrać w słowa. Dopiero teraz prawda o tamtych wydarzeniach wybrzmiewa z pełną mocą.
Feralny krok na przystanku. Tomasz miał przed sobą całe życie
Sławomira Łozińska, którą miliony Polaków kojarzą jako niezapomnianą Bronkę z serialu "Daleko od szosy" oraz gwiazdę produkcji "Barwy szczęścia", przeżyła prawdziwe piekło. Jej małżeństwo z wybitnym pianistą, którym był Janusz Olejniczak, przyniosło na świat dwóch synów: Tomasza i Pawła. Najstarszy z nich, Tomasz Olejniczak, miał zaledwie 24 lata. Był ambitnym studentem medycyny i zapalonym pasjonatem żeglarstwa. Wszystko przekreśliła jedna chwila.
Do tragedii doszło 13 kwietnia 2002 roku. Tomasz po prostu wracał z zajęć do domu. Kiedy wysiadał z autobusu, niefortunnie stanął i skręcił nogę. Sytuacja wydawała się do bólu banalna. Ot, zwykły uraz, wizyta w szpitalu i perspektywa kilku tygodni w gipsie. Nikt z bliskich nie mógł przypuszczać, że ten błahy krok na przystanku to początek koszmaru, a śmierć syna gwiazdy nadejdzie w mgnieniu oka.
scena z: Sławomira Łozińska, SK:, , fot. Podlewski/AKPA
Zabrakło jednego zastrzyku. "Mówiłam: Boże, chciałabym, żeby to już była 20. rocznica"
Jak to możliwe, że młody, w pełni sił chłopak nagle traci życie? W szpitalu rozegrał się dramat, który do dziś mrozi krew w żyłach. Podczas rutynowego opatrywania skręconej kostki doszło do niewybaczalnego błędu medycznego. Wbrew standardowym procedurom, pacjentowi nie podano zastrzyków przeciwzakrzepowych.
Dla przyszłego lekarza ta absurdalna pomyłka okazała się wyrokiem. Zaledwie kilkanaście godzin później u 24-latka pojawił się niespodziewany, potężny zator o poranku. Tomasz zmarł nagle, pozostawiając matkę w stanie absolutnej, paraliżującej rozpaczy.
To było niewyobrażalne. (…) Myślałam, że tylko obłęd będzie moim życiem. Ale pamiętam moment, kiedy kilka dni po pogrzebie Tomka poczułam, że wstępuje we mnie jakaś zwierzęca siła, nieprawdopodobna moc. To był sygnał, że muszę trwać
Czas wcale nie leczy ran, a ból po stracie dziecka jedynie zmienia swoją formę. Nawet po dwóch dekadach ta tragedia dławi i odbiera dech.
Ja miałam coś takiego, że mówiłam: Boże, chciałabym, żeby to już była 20. rocznica. 20. rocznica minęła i też nie jest lepiej
scena z: Sławomira Łozińska, SK:, , fot. Podlewski/AKPA
Życie w cieniu zmarłego brata. Sławomira Łozińska szczerze o zaniedbaniu drugiego syna
Śmierć syna Sławomiry Łozińskiej zrujnowała dotychczasowy świat całej rodziny. Aktorka wycofała się z życia publicznego, tonąc w rozpaczy. Walka o każdy oddech była dla niej fizycznym cierpieniem. W szczerych wyznaniach gwiazda nie ukrywa, że zepchnęło ją to w bardzo mroczny zaułek.
Byłam kompletnie ogłuszona potworną ilością leków, alkoholem. Przekonana, że idę w stronę totalnego szaleństwa
W tym samym czasie w domu znajdował się jej drugi syn, Paweł. Był w klasie maturalnej, w kluczowym momencie swojego młodego życia. Musiał radzić sobie nie tylko z nagłą utratą brata, ale też z widokiem matki, która rozsypała się na milion kawałków. Dziś aktorka przyznaje z wielkim bólem, że w tamtym okresie po prostu zawiodła.
Paweł miał swoją żałobę. One były równoległe. Myślę, że to się źle stało. Może powinnam się nim bardziej zająć, przerzucić nadopiekuńczość na Pawła, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Był w klasie maturalnej, na pewno powinnam więcej się nim zająć
scena z: Sławomira Łozińska, SK:, , fot. Kurnikowski/AKPA
Matematyczna granica, która odbiera mowę
Dziś Sławomira Łozińska znów staje przed kamerami, a niedawno mogliśmy oglądać ją w produkcji "Glina. Nowy rozdział". Jednak dla niej ta tragedia to wciąż otwarta rana, z którą budzi się każdego ranka. Zapomnijmy o radosnym chwytaniu dnia. Codzienność osoby, która pochowała własne dziecko, to surowa walka o przetrwanie.
To nie jest carpe diem. To jest doczłapanie się do końca dnia
Aktorka wypracowała własne mechanizmy obronne, z których najskuteczniejszym jest chłodne unikanie bolesnych wspomnień.
Przeszłość to bagaż, który cały czas mam przy sobie. Chcę zachować ostrożność, żeby wszystko się z niego nie wysypało. Mam swoje sposoby, najskuteczniejszy z nich to omijanie
Zbliża się jednak moment, przed którym uciec się nie da. To przerażająca granica, z którą wkrótce będzie musiała się zmierzyć. Granica, która uświadamia, jak bezlitośnie płynie czas.
Za chwilę będzie taki moment, że czas po jego odejściu będzie dłuższy niż jego życie