Prezes Trybunału Konstytucyjnego dostał po kieszeni. Sądowa lekcja wbija w fotel: "Niech sam siada do roboty"

Prezes Trybunału Konstytucyjnego dostał po kieszeni. Sądowa lekcja wbija w fotel: "Niech sam siada do roboty"

Prezes Trybunału Konstytucyjnego dostał po kieszeni. Sądowa lekcja wbija w fotel: "Niech sam siada do roboty"

monitorkonstytucyjny.eu; Wiki Commons

Gdy jeden z najważniejszych sędziów w kraju zostaje ukarany, prawniczy świat przeciera oczy ze zdumienia. W sieci zawrzało, bo Prezes Trybunału Konstytucyjnego, Bogdan Święczkowski, musi zapłacić grzywnę za zwykły biurowy bałagan. Naczelny Sąd Administracyjny nie miał litości i dał jasno do zrozumienia, że wysokie stanowisko nie zwalnia z przestrzegania prawa. Jeśli pracownicy nie dają rady odpisywać na maile, szef musi zakasać rękawy i sam wziąć się do roboty.

Reklama

Prezes TK ukarany grzywną. Bogdan Święczkowski musi zapłacić

Machina sprawiedliwości bywa bezlitosna, o czym właśnie boleśnie przekonali się najwyżsi urzędnicy w państwie. Naczelny Sąd Administracyjny postanowił utrzeć nosa władzy i nałożył na kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego dotkliwą karę. Ostatecznie Prezes TK Bogdan Święczkowski został ukarany grzywną w wysokości 500 zł - musi przełknąć tę gorzką pigułkę i zapłacić z własnej kieszeni. Choć kwota wydaje się symboliczna, to wizerunkowy cios dla tej potężnej instytucji jest wprost gigantyczny.

Bezpośrednim powodem tej kompromitującej kary była urzędnicza bezczynność organu administracji i permanentne ignorowanie pytań od obywateli. Instytucja ewidentnie zapomniała, że informacja publiczna to święte prawo każdego Polaka, a nie tylko uciążliwy obowiązek. Co ciekawe, ten biurowy paraliż to mroczny cień przeszłości, który ciągnie się jeszcze od czasów, gdy urzędem kierowała Julia Przyłębska. Niestety, to obecny szef, Bogdan Święczkowski, musi teraz wypijać piwo nawarzone przez zaszłości, które odbijają się czkawką całej instytucji.

Julia Przyłębska; Bogdan Święczkowski; Wejście do trybunału konstytucyjnego trybunal.gov.pl; Wiki Commons

Szokujące tłumaczenia Trybunału. NSA nie kupił bajki o "jednej osobie"

Gdy obywatele zaczęli domagać się respektowania swoich praw, Trybunał Konstytucyjny próbował mydlić oczy opinii publicznej. Argumentacja, którą przedstawili urzędnicy, dosłownie wprawia w osłupienie i zwala z nóg nawet najbardziej wyrozumiałych obserwatorów. Główną wymówką dla opóźnień miała być gigantyczna liczba napływających pism oraz fakt, że do ich obsługi oddelegowano zaledwie jedną osobę. Organizacja pracy Trybunału Konstytucyjnego okazała się więc oparta na absurdalnie kruchych fundamentach, co nie umknęło uwadze sądu wyższej instancji.

Dla orzekających w tej głośnej sprawie takie tłumaczenia to po prostu marna wymówka, która absolutnie nie przystoi powadze urzędu. Wydany przez NSA wyrok (sygnatura akt III OSK 1007/25) brutalnie obnażył te braki, wskazując, że organizacja pracy w urzędzie to podstawowy obowiązek jego szefa. Sąd nie bawił się w dyplomację. Uzasadnienie brzmi jak reprymenda dla leniwego ucznia:

Skoro, jak podnosi organ, w krótkim czasie wpłynęło do niego tyle wniosków o udostępnienie informacji publicznej, że jedna osoba oddelegowana do tych czynności nie była w stanie udzielić na nie odpowiedzi w terminie, to powinien był przydzielić do tego zadania (nawet czasowo) dodatkowe osoby lub zająć się nimi osobiście, ponieważ to są jego zadania jako kierującego organem. Odpowiedzialność za wykonywanie zadań, ich terminowość oraz sposób wewnętrznej organizacji pracy spoczywa na organie.

Stanisław piotrowicz, bogdan święczkowski, krystyna pawłowicz Wiki Commons

CZYTAJ TAKŻE: Krystyna Pawłowicz dostała pierwszy przelew na "emeryturze". Kwota zwala z nóg, ale to dopiero początek wojny o wielkie pieniądze

Wszystko przez jedno pytanie. Prawda o Zgromadzeniu Ogólnym wyszła na jaw

Cała ta potężna afera zaczęła się od jednego, pozornie błahego zapytania, które powinno zostać załatwione od ręki. Pewna dociekliwa obywatelka chciała wiedzieć, czy pod koniec sierpnia w ogóle odbyło się Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Dodatkowo dopytywała o to, kto z szacownego grona raczył się na nim pojawić. To klasyczny dostęp do informacji publicznej, jednak dla państwowego molocha ujawnienie tych prostych faktów okazało się wyzwaniem nie do pokonania.

Zamiast udzielić jasnej odpowiedzi, Trybunał postanowił grać na czas i bezzasadnie wydłużyć czternastodniowy termin. Początkowo skarga na bezczynność trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który oddalił roszczenia, dając urzędnikom złudne poczucie bezpieczeństwa. Sprawa ostatecznie trafiła jednak piętro wyżej, gdzie sędziowie wykazali, że braki kadrowe nie zwalniają z obowiązków informacyjnych. W oficjalnym dokumencie surowo wypunktowano urzędniczą logikę:

Nie wiążą się jednak one z istotą złożonego wniosku (jego treścią, stopniem skomplikowania, trudnościami w zebraniu i udostępnieniu żądanej informacji).

Kara grzywny dla prezesa TK to sygnał dla całej władzy

Oczywiście, 500 złotych wyciągnięte z prywatnego portfela to żadna wielka strata dla tak wysoko postawionego państwowca. Jednak kara grzywny dla prezesa TK ma zupełnie inne, znacznie głębsze znaczenie dyscyplinujące, o czym piszą dziś wszystkie media. To potężne uderzenie wizerunkowe i dowód na to, że nawet najważniejszy urzędnik nie stoi ponad obowiązującym prawem. Zapadła na sali rozpraw decyzja to jasny komunikat, że ukrywanie niewygodnych faktów przed obywatelami zawsze skończy się kompromitacją.k to nie tylko suchy dokument, ale przede wszystkim ostrzeżenie dla każdego, kto myśli, że wysoki stołek zwalnia z bycia człowiekiem i urzędnikiem.

Ranking najlepszych memów o swobodnej Krystynie Pawłowicz. Z serii „Śmiać się, czy płakać?” Tutaj — miejsce 17.
Źródło: demotywatory.pl
Reklama
Reklama