Gwiazdor "Pierwszej miłości" cudem uniknął śmierci. Jego relacja mrozi krew w żyłach

Gwiazdor "Pierwszej miłości" cudem uniknął śmierci. Jego relacja mrozi krew w żyłach

Gwiazdor "Pierwszej miłości" cudem uniknął śmierci. Jego relacja mrozi krew w żyłach

AKPA

10 centymetrów — tyle dzieliło Łukasza Płoszajskiego od śmierci. Jeden błąd, ułamek sekundy i uwielbiana przez widzów "Pierwsza miłość" mogła bezpowrotnie stracić swoją największą gwiazdę. Aktor o włos od tragedii znalazł się w miejscu, gdzie nikt nie spodziewa się zagrożenia. Na zwykłym parkingu o mało nie wpadł pod koła autobusu.

Reklama

Sekundy od tragedii na parkingu. Wystarczyło 10 centymetrów, by doszło do najgorszego

To miało być zwykłe, spokojne popołudnie. Parking to zazwyczaj miejsce, w którym martwimy się jedynie o zarysowany zderzak, a nie o własne życie. Tymczasem to właśnie tam Łukasz Płoszajski mógł  zginąć. Kiedy nagle wyłonił się potężny autobus, pieszy w starciu z tak ogromną masą maszyny nie miałby najmniejszych szans. To niebezpieczne zdarzenie na parkingu udowadnia, że prawdziwe zagrożenie często nadchodzi z najmniej oczekiwanej strony.

O życiu aktora zadecydowały dosłownie ułamki sekund. To fakt, że kierowca wykazał się refleksem i wyhamował w ostatniej chwili, zapobiegł absolutnej katastrofie. Przeglądając Instagram gwiazd, naprawdę rzadko trafia się na tak mrożące krew w żyłach wyznania. Sam aktor, będąc zaledwie 10 centymetrów od śmierci, opisał to starcie ze śmiertelnym niebezpieczeństwem w wyjątkowo dosadnych słowach.

Dziś mogłem zginąć pod kołami autobusu. Uratowało mnie może 10 centymetrów. Bo ktoś czegoś nie dopełnił, bo ja nie spodziewałem się na parkingu autobusu, bo kierowca mnie zauważył i wyhamował, bo miałem szczęście

Umysł tym razem nie pomógł. Mentalista cudem oszukał przeznaczenie

Łukasz Płoszajski to absolwent wydziału aktorskiego w Łodzi, który zadebiutował w 2002 roku w głośnym spektaklu Teatru Telewizji "Sesja kastingowa". Prawdziwą i niesłabnącą ogólnopolską sławę przyniosła mu jednak rola, z którą jest związany od ponad dwóch dekad. Od 2004 roku nieprzerwanie gości w domach Polaków jako Artur Kulczycki, stając się jednym z ulubieńców telewizyjnej publiczności.

Ale 47-letni polski aktor ma też inną, intrygującą twarz. Gwiazdor jest cenionym mentalistą i twórcą nowatorskiego projektu Haker umysłu. Na co dzień imponuje potężną wiedzą psychologiczną, niesamowitą umiejętnością czytania w ludzkich myślach oraz przewidywania zachowań. Jak na ironię, tym razem to nie perfekcyjna kontrola nad własnym mózgiem, a ślepy traf i refleks obcego człowieka uratowały mu życie. W nagłym starciu z kilkutonowym pojazdem wszystkie psychologiczne sztuczki zeszły na dalszy plan.

Gdyby kierowca zawiódł, to traumatyczne przeżycie gwiazdy zakończyłoby się najgorszym koszmarem dla jego najbliższych. W domu czekała przecież na niego ukochana żona, Emilia Olesiak, z którą tworzy zgrane małżeństwo od 2008 roku, oraz syn Mikołaj. Tego jednego popołudnia jego rodzina znalazła się o włos od tragedii, a on sam dostał od losu najcenniejszą nagrodę – drugą szansę na życie.

Łukasz Płoszajski Pierwsza miłość instagram.com/lukaszploszajski/

"Widać, że ktoś w górze czuwał'. Fani w szoku, a aktor wysyła stanowcze ostrzeżenie

Kiedy poprzez Instagram Łukasz Płoszajski opublikował swój dramatyczny post, w sieci natychmiast zawrzało. Przerażeni, ale i odczuwający potężną ulgę internauci błyskawicznie ruszyli ze słowami wsparcia. W wielu komentarzach fani nadawali całej sytuacji głęboki, niemal metafizyczny wymiar, zaznaczając, że aktor Pierwszej miłości musiał mieć tego dnia wyjątkowe względy u wyższych instancji.

Widać, że ktoś w górze czuwał nad Tobą. Uważaj na siebie.

Aż przeszły mnie dreszcze po przeczytaniu tego opisu. 10 centymetrów to nic, a jednak dziś to całe Twoje życie. Cieszę się, że jesteś z nami! To sygnał, że masz tu jeszcze sporo do zrobienia. Dużo spokoju na resztę dnia!

Ta szokująca historia nie jest jednak wyłącznie zapisem osobistego cudu. Aktor Pierwszej miłości uniknął śmierci i postanowił przekuć swój dramat w kategoryczne ostrzeżenie dla nas wszystkich. Zamknął swój apel niezwykle mocną klamrą, obnażając największe zagrożenie na dzisiejszych drogach. Gdyby w tej jednej, krytycznej sekundzie wygrała u kierowcy rutyna i chęć spojrzenia na ekran telefonu, polski show-biznes okryłby się żałobą.

Uważajcie na siebie, bo nigdy nie wiadomo co, kiedy i gdzie nas spotyka. Gdyby ten kierowca patrzył w telefon, albo w drugą stronę, nie napisałbym już tego postu

Łukasz Płoszajski na nartach z synem. Zobacz, jak wygląda 11-letni syn aktora!
Źródło: Instagram.com/lukaszploszajski
Reklama
Reklama