W sieci huczało, że Clarke śpią na pieniądzach. Miały być dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie, luksusowe życie pod palmami i finansowa beztroska. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej kolorowa. Dominika Clarke postanowiła w końcu uciąć plotki i wyłożyła karty na stół. Liczba, która padła, to dla wielu internetowych detektywów szok.
Koniec domysłów o fortunie z YouTube. Dominika Clarke pokazała liczby
Internetowi eksperci byli pewni swego. Według krążących teorii, rodzina Clarke miała inkasować z samego YouTube'a astronomiczne kwoty rzędu 15 tys. dolarów (ok. 54 tys. zł). Influencerka postanowiła zderzyć te wyobrażenia z twardą rzeczywistością, serwując hejterom szokujące zderzenie z prawdą.
Okazuje się, że Dominika Clarke na YouTube zarabia mało, jest to kwota daleka od internetowych fantazji. Matka jedenastki dzieci ujawniła, że jej miesięczne wpływy z reklam to około 1,5 tys. dolarów. W przeliczeniu daje to nieco ponad 5 tys. złotych. Różnica jest więc kolosalna.
Czy to jest dużo czy mało? Nie wiem. No dla niektórych jest dużo. Na utrzymanie tak dużej rodziny tysiąc dolarów z filmików na YouTube to nie jest dużo.
Dominika dodała również z rozbrajającą szczerością:
Powiem ci szczerze, że wiele osób zarabia dużo, dużo więcej ode mnie. Ja jestem szczera i mówię tak, jak jest.
instagram.com/piecioraczki_z_horynca
Praca na etat to dla niej "ściana". Dominika Clarke o tym, jak zarabia na życie w Tajlandii
Wiele osób zastanawia się, jak duża rodzina radzi sobie w Tajlandii bez stałej pensji. Clarke ma na to jasną odpowiedź – tradycyjna praca to dla niej "finansowa ściana". Zamiast tego stawia na własne biznesy, które pozwalają jej skalować przychody. Aby sfinansować egzotyczne życie, rodzina musiała podjąć radykalne kroki jeszcze w Polsce.
Kluczowa była wyprzedaż majątku. Dominika podkreśla, że sprzedali wiele sprzętów domowych oraz swój "bardzo fajny, duży samochód", by zdobyć środki na start. To dowód na to, że ich obecny styl życia to efekt kalkulacji i wyrzeczeń, a nie magicznego dopływu gotówki.
Nic nam z nieba nie spada. (...) Na wszystko bardzo ciężko pracowaliśmy i pracujemy. Wiem, że niektórym się to w głowie nie mieści, ale nie ma tylko pracy na etat. (...) Dlatego nie pracuję na etat. Mam kilka swoich własnych biznesów i dzięki temu mam możliwość zarobienia tyle, ile dam radę.
Facebook: Rodzina Clarke
Burza w komentarzach. Internauci pytają o dzieci i zarzucają "sharenting"
Szczerość Dominiki nie uspokoiła wszystkich. Choć zarobki Dominiki Clarke są teraz jasne, w sieci wciąż wrze. Internauci nie zostawiają na niej suchej nitki, wytykając ciągłą obecność dzieci przed kamerami. Pojawia się coraz więcej oskarżeń o sharenting, czyli nadmierne udostępnianie wizerunku dzieci w internecie dla zasięgów.
Fani są podzieleni. Jedni gratulują odwagi i transparentności, inni martwią się o prywatność maluchów wychowywanych w blasku fleszy telefonów. Część komentujących wprost pisze, że nie wierzy, by rodzina Clarke utrzymała się w Tajlandii za 5 tysięcy złotych miesięcznie, sugerując ukryte źródła dochodu.
Mimo krytyki i gorącej dyskusji, Dominika Clarke nie zamierza przestać nagrywać i dzielić się swoją codziennością.
A Wy jak uważacie? Czy taka kwota przy jedenastce dzieci to realny budżet na życie w tropikach, czy może w tych wyliczeniach czegoś brakuje?