Warszawa zamarła. W Kościele Środowisk Twórczych przy Placu Teatralnym pożegnano Bożenę Dykiel, a to, co wydarzyło się przy wynoszeniu urny, przejdzie do historii. Choć uroczystość miała charakter państwowy i zgromadziła najważniejsze nazwiska w kraju, emocje wzięły górę nad sztywnym protokołem. Tłum gwiazd i fanów oddał hołd Bożenie Dykiel w sposób, którego nikt nie przewidział.
Oklaski, jakich dawno nie słyszano. Tak Warszawa pożegnała Bożenę Dykiel
To był moment, który złamał serca i jednocześnie podniósł na duchu wszystkich zgromadzonych. Gdy pracownicy zakładu pogrzebowego wynosili jasną, marmurową urnę z prochami Bożeny Dykiel z kościoła, tłum zareagował instynktownie. Ciszę przerwały głośne, długie oklaski. Nie był to wyraz braku powagi, lecz ostatnia owacja na stojąco dla wielkiej artystki, która przez dekady bawiła i wzruszała Polaków.
W tej ostatniej drodze Bożenie Dykiel towarzyszyła prawdziwa plejada gwiazd. W tłumie, ocierając łzy, szli m.in. Wiktor Zborowski, Małgorzata Pieczyńska, Magdalena Zawadzka oraz Wojciech Gąssowski. Atmosfera przy karawanie stała się niezwykle intymna.
Żałobnicy mogli podejść bezpośrednio do urny, by pożegnać się z gwiazdą. Widok Sławy Przybylskiej i Joanny Kurowskiej, które z czułością dotykały urny w geście ostatecznego pożegnania, na długo pozostanie w pamięci uczestników.
Fot. AKPA
Ksiądz musiał przerwać kazanie. Skandaliczne zachowanie w kościele
Niestety, podniosłą atmosferę uroczystości pogrzebowej Bożeny Dykiel zakłócił incydent, który wielu uznało za absolutny brak taktu. Podczas mszy, którą celebrował ksiądz Andrzej Luter, w świątyni kilkakrotnie rozbrzmiały dzwonki telefonów komórkowych. Duchowny nie krył irytacji i zmuszony był przerwać homilię, by upomnieć zgromadzonych.
Sytuacja była o tyle bulwersująca, że telefony dzwoniły aż trzy razy, wybijając z rytmu nie tylko duchownych. Irytujący dźwięk technologii zakłócił również momenty przemówień oficjeli, w tym wiceministra kultury. Wśród rodziny i przybyłych gwiazd dało się wyczuć wyraźne zażenowanie i oburzenie tym brakiem szacunku dla majestatu śmierci.