Tragedia na autostradzie. Matka ofiary przerwała milczenie i zmiażdżyła Sebastiana M.

Tragedia na autostradzie. Matka ofiary przerwała milczenie i zmiażdżyła Sebastiana M.

Tragedia na autostradzie. Matka ofiary przerwała milczenie i zmiażdżyła Sebastiana M.

canva.com

Kiedy strażacy zbierali dziecięce ubranka i zabawki rozrzucone na odcinku 200 metrów autostrady, Sebastian M. szykował się do ucieczki. Teraz, po miesiącach ciszy i ukrywania się w Dubaju, oskarżony musiał zmierzyć się z czymś potężniejszym niż akt oskarżenia. Małgorzata Duda, matka i babcia ofiar, spojrzała mu w oczy i wygłosiła mowę, która wstrząsnęła posadami sądu. To był krzyk rozpaczy zderzony z bezczelnym milczeniem sprawcy.

Reklama

"Mamo, za dwie godziny będziemy w domu". Wyrok przy 300 km/h

Kontrast między tymi dwoma światami jest porażający. Z jednej strony mamy Martynę, która dzwoni do mamy, planując spokojny powrót z wakacji. Z drugiej – pędzące autostradą BMW, którego prędkość biegli ocenili na mordercze 315-330 km/h. Kiedy młoda kobieta zapewniała matkę, że są bezpieczni, licznik w aucie oskarżonego odliczał już ostatnie sekundy ich życia.

Rodzina ofiar musiała w sądzie słuchać linii obrony, którą wprost nazywają absurdalną. Adwokaci i sam Sebastian M. sugerują bowiem, że przyczyną katastrofy mogła być... awaria koła dojazdowego w aucie ofiar. Dla bliskich zmarłych ta rozpaczliwa próba przerzucenia winy jest jak posypywanie ran solą.

"Zaledwie kilkanaście minut przed śmiercią rozmawiałam z córką. Nie usłyszałam o problemach z samochodem, a jedynie słowa: »mamo, zostało nam około dwie godziny drogi i będziemy w domu«"

Zamiast powrotu do domu, był pogrzeb. Zamiast wigilijnego stołu, jest zimna płyta nagrobna. Małgorzata Duda bezlitośnie punktowała narrację obrony, wskazując, że jedyną przyczyną śmierci jej bliskich była "szaleńcza jazda dla zabawy" i brak jakiejkolwiek refleksji kierowcy BMW.

kobieta zeznaje w sądzie canva.com

"Luksusowe wakacje" w Dubaju i zastraszanie rodziny

To, co dzieje się wokół tej sprawy, to materiał na ponury thriller. Matka ofiary wprost oskarżyła rodzinę Sebastiana M. o wykorzystywanie "pieniędzy i koneksji". Gdy bliscy Martyny, Patryka i Oliwiera przeżywali żałobę, oskarżony przebywał w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Małgorzata Duda nie gryzła się w język.

"Cierpimy, panie Sebastianie, nie tylko przez pana ciągłe zmiany stanowiska, pana ucieczkę do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie zafundował pan sobie półtoraroczne luksusowe wakacje pod pretekstem rzekomego wyjazdu w celach biznesowych"

Jeszcze bardziej wstrząsające są kulisy tego, z czym mierzą się pokrzywdzeni na co dzień. Kobieta ujawniła, że byli nękani przez ludzi "podszywających się pod dziennikarzy", którzy nachodzili ich w domu i pracy. Do tego dochodzi zachowanie rodziny oskarżonego na sali sądowej, które Małgorzata Duda określiła jako "ironię i uśmiechy".

"Chcąc wyłącznie sprawiedliwości, my również słyszymy, że nie wygramy z pieniędzmi i koneksjami rodziny. (...) Cierpimy przede wszystkim dlatego, że pan albo nie rozumie, co się stało, albo — co gorsza — rozumie doskonale, ale nie potrafi jako dorosły mężczyzna wziąć na swoje barki jakiejkolwiek odpowiedzialności"

patrol policyjny na drodze Pixabay

12 marca oczy całej Polski zwrócą się na Piotrków. Sebastian M. przerywa milczenie

To ma być punkt zwrotny. Proces Sebastiana M. wkracza w decydującą fazę. Oskarżony, który dotychczas milczał jak zaklęty, nagle zmienił taktykę. Jego obrona ogłosiła, że Sebastian M. złoży wyjaśnienia. Ale nawet tutaj widać grę na czas – zrobi to dopiero po przesłuchaniu wszystkich świadków.

Data została wyznaczona na 12 marca 2026 r. Czy usłyszymy słowa skruchy? Rodzina ofiar nie ma złudzeń. Dla nich to kolejna odsłona teatru, w którym główną rolę gra człowiek unikający konsekwencji. Sąd wstrzymał się z decyzją o powołaniu nowych biegłych do czasu wysłuchania oskarżonego, co tylko podgrzewa atmosferę przed marcową rozprawą.

 

Piekło na A1. Ubranka rozrzucone na 200 metrów

Aby zrozumieć ból matki, trzeba wrócić do obrazów z 16 września 2023 roku. To nie był zwykły wypadek. To była anihilacja. Siła uderzenia była tak potworna, że auto ofiar wbiło się w bariery i natychmiast stanęło w ogniu.

Zeznania strażaków są wstrząsające. Ratownicy opisywali, że szczątki pojazdu były dosłownie wtopione w metalowe bariery. Ale najgorszy był widok asfaltu. Na odcinku blisko 200 metrów leżały rozrzucone dziecięce ubranka, zabawki i rzeczy osobiste rodziny, która po prostu wracała z wakacji. To po tych przedmiotach przejeżdżały kolejne samochody, zanim zamknięto autostradę.

Dziś Małgorzata Duda walczy nie tylko o pamięć córki i wnuka, ale o sprawiedliwość, która ma być przestrogą.

"Głęboko wierzymy, że sprawiedliwy wyrok sądu (...) ostudzi na przyszłość zapędy piratów drogowych, aby nigdy więcej nie ginęli na drogach niewinni ludzie"

Katastrofa pod Warszawą! Wykoleiło się sześć wagonów. Widok miejsca wypadku mrozi krew [dużo zdjęć].
Źródło: Facebook: Informacje na gorąco Powiat Piaseczyński
Reklama
Reklama