To miało być polityczne trzęsienie ziemi, które uciszy frakcyjne wojny na Nowogrodzkiej. Jarosław Kaczyński wytypował już następcę Mateusza Morawieckiego, ale niespodziewany opór Karola Nawrockiego wywrócił stolik do góry nogami. Prezes PiS musiał błyskawicznie zmienić plan, bo Pałac Prezydencki postawił twarde weto, a partia stoi na krawędzi rozłamu.
Prezydent blokuje faworyta prezesa. Kulisy starcia z Karolem Nawrockim
Jarosław Kaczyński miał precyzyjny plan: nową twarzą kampanii 2027 miał zostać Zbigniew Bogucki. Obecny szef Kancelarii Prezydenta wydawał się idealnym kompromisem, jednak na drodze stanął sam prezydent Karol Nawrocki. Głowa państwa kategorycznie odmówiła osłabienia swojego zaplecza, argumentując, że Bogucki jest najważniejszym urzędnikiem w Pałacu i jego odejście po zaledwie pół roku byłoby politycznym s.mob.jstwem dla prezydentury.
Sytuację dodatkowo komplikuje dramatyczna sytuacja finansowa partii. Prawo i Sprawiedliwość od półtora roku nie otrzymuje subwencji budżetowej, co sprawia, że partia nie jest w stanie zapewnić bezpiecznego lądowania swoim działaczom. Rezygnacja ze stabilnej posady szefa Kancelarii Prezydenta na rzecz niepewnej nominacji partyjnej oznaczałaby dla Boguckiego ogromne ryzyko finansowe – zostałby bez stałego dochodu na kilkanaście miesięcy.
Bogucki nie dostał zgody prezydenta
– mówi wprost nasze źródło z kręgu pałacu prezydenckiego. Inny rozmówca dodaje z przekąsem:
A sam Bogucki bardzo by chciał być kandydatem na premiera i premierem.
x.com
CZYTAJ TAKŻE: Jarosław Kaczyński nie może wrócić do domu. Zamiast luksusów, czarna folia i rury do gruzu. Smutny widok na Żoliborzu
Tobiasz Bocheński czy Przemysław Czarnek? Wyścig o namaszczenie trwa
Skoro wariant z Pałacem upadł, giełda nazwisk ruszyła na nowo, a akcje Tobiasza Bocheńskiego poszybowały w górę. To nie tylko protegowany byłego szefa MSZ Zbigniewa Raua, ale przede wszystkim polityk, którego kariera przyspieszyła dzięki wstawiennictwu Janiny Goss – legendarnej "szarej eminencji" łódzkiego PiS i przyjaciółki prezesa. Bocheński, jako europoseł i wiceprezes partii, idealnie wpisuje się w wizję "czystej karty" – jest młody i nieobciążony decyzjami z lat 2015-2023.
Jego głównym rywalem pozostaje Przemysław Czarnek, który dysponuje potężnym i wiernym elektoratem, ale ciąży na nim "bagaż ministerialny". Jarosław Kaczyński postrzega to jako poważną przeszkodę w walce o wyborców centrum, szukając kogoś, kto nie będzie musiał tłumaczyć się z błędów poprzedniej władzy. Prezes PiS jasno zdefiniował oczekiwania w wywiadzie dla Radia Maryja:
Musi być kandydat, który pozwoli wygrać wybory, który będzie taką lokomotywą wyborczą. To musi być człowiek dobrze przygotowany. Mam wrażenie, że nie wszyscy w partii rozumieją to, że dziś pewnego rodzaju zasługi, zdolności nie mogą być tym, co jest jedyną przesłanką do wyboru.
instagram.com/przemyslawczarnek
Koniec ery "harcerzy". Otwarta wojna frakcji na Nowogrodzkiej
Wybór nowego lidera to w rzeczywistości brutalna wojna o przetrwanie, toczona między zwaśnionymi obozami. Frakcja "maślarzy" – w skład której wchodzą m.in. Tobiasz Bocheński, Przemysław Czarnek i Jacek Sasin – przypuściła zmasowany atak na ludzi Mateusza Morawieckiego, nazywanych pogardliwie "harcerzami". Do sojuszu anty-Morawieckiego dołączył także Patryk Jaki, choć on sam nie jest brany pod uwagę jako kandydat na premiera ze względu na zbyt wąski, radykalny profil, który zamyka drogę do umiarkowanych wyborców.
Dla byłego premiera to jasny sygnał: jego czas się skończył. Mateusz Morawiecki nie spełnia nowych kryteriów wieku (ma 58 lat) i jest zbyt mocno kojarzony z "zużytą władzą", by stać się nową "lokomotywą wyborczą".
Prezes zobaczył, że trzeba przeciąć wewnętrzną nawalankę, a ogłoszenie nazwiska kandydata na premiera będzie najlepszym sposobem. Szczerze? Ludzi teraz nie interesuje program. Uwagę skupiają nazwiska, więc z tego punktu widzenia to byłby ruch dość logiczny
– komentuje jeden z posłów PiS. Kaczyński miał postawić sprawę jasno, żądając bezwzględnego posłuszeństwa:
Koniec z huśtaniem łódką, wszyscy mają wiosłować w jednym kierunku.
instagram.com/bochenski.tobiasz
Rozłam wisi na włosku. Czy Morawiecki zabierze posłów?
Marginalizacja byłego szefa rządu rodzi realne ryzyko rozpadu ugrupowania. Na Nowogrodzkiej z niepokojem słucha się wypowiedzi ludzi z najbliższego otoczenia Morawieckiego, takich jak Michał Dworczyk czy Waldemar Buda, którzy coraz częściej idą w jawną kontrę do linii partyjnej. W kuluarach mówi się otwarcie, że były premier buduje potencjał pod własny projekt polityczny i sonduje, czy uda mu się zebrać minimum 15 posłów, co pozwoliłoby na stworzenie własnego klubu parlamentarnego.
Nadchodzący marzec będzie dla Prawa i Sprawiedliwości miesiącem "być albo nie być". Jeśli Jarosław Kaczyński nie zapanuje nad ambicjami swoich podwładnych, ogłoszenie kandydata na premiera może stać się iskrą, która wysadzi jedność Zjednoczonej Prawicy w powietrze. Prezes jednak pozostaje nieugięty i tajemniczy:
Nie powiem, o kogo chodzi, ale ten wybór został już dokonany.