Cała Polska huczała o tym romansie, a koledzy z roku do dziś nie mogą uwierzyć, że to właśnie on zdobył wtedy jej serce. Dziś, gdy żegnamy legendarną Bożenę Dykiel, która odeszła w wieku 77 lat, warto przypomnieć historię, która ukształtowała ją na zawsze. Zanim została żoną Ryszarda Kirejczyka, jej światem trząsł zupełnie inny mężczyzna. Nikt nie przypuszczał, że o końcu tej wielkiej miłości zadecyduje nie brak uczuć, a bezlitosny zegarek i tempo, którego jedno z nich nie wytrzymało.
Najpiękniejsza para warszawskiej PWST. Ona – ogień, on – wrażliwy introwertyk
Gdy Bożena Dykiel wparowała w mury PWST Warszawa, było jasne, że ta dziewczyna nie bierze jeńców. Energetyczna, pyskata i niesamowicie utalentowana, błyskawicznie zyskała miano "najfajniejszej dziewczyny na roku". Wianuszki adoratorów ustawiały się w kolejce, ale ona wybrała kogoś, kto teoretycznie pasował do niej jak pięść do nosa.
Jej serce skradł Krzysztof Wakuliński – chłopak stojący w cieniu, małomówny i tajemniczy. To połączenie ognia z wodą wprawiło środowisko w osłupienie. Jakim cudem największa ekstrawertyczka na roku zakochała się w naczelnym introwertyku?
Do dziś zachodzimy w głowę, jak to się stało, że to właśnie Krzysiek Wakuliński, skryty i z pozoru mało przebojowy, zdystansował wszystkich i został chłopakiem najfajniejszej dziewczyny na roku
– dziwili się koledzy z uczelni. Okazało się jednak, że przeciwieństwa nie tylko się przyciągają, ale potrafią stworzyć mieszankę wybuchową.
scena z: Krzysztof Wakuliński, SK:, , fot. Niemiec/AKPA
"Boski głos" i wspólne pasje. Czym Krzysztof Wakuliński ujął gwiazdę?
Co sprawiło, że królowa korytarzy zwróciła uwagę na milczka? Odpowiedź brzmi: ten głos. Krzysztof Wakuliński dysponował barwą, która potrafiła kruszyć mury i roztapiać serca. Już w czasach licealnych koleżanki jego siostry mdlały niemal przez słuchawkę telefonu, szepcząc z zachwytem:
Ależ twój brat ma boski głos!
Ale to nie był tylko fizyczny pociąg. Młodzi uciekali od akademickiego zgiełku w świat wspólnych pasji – oboje kochali konie. Godziny spędzone w siodle i długie rozmowy sprawiły, że Bożena Dykiel zobaczyła w nim bratnią duszę. To nie były puste, studenckie romanse gwiazd, ale głęboka więź dwojga wrażliwców.
Oni po prostu pasowali do siebie. Nigdy się ze sobą nie nudzili. Mieli wiele wspólnych cech, wspólnych marzeń i wspólnych celów
– wspominała ich wspólna znajoma.
AKPA
Sukces stanął na drodze do szczęścia. Dlaczego ten związek nie przetrwał?
Byli idealni, ale życie w blasku fleszy nie brało jeńców. Kariera Bożeny Dykiel wystrzeliła w kosmos z prędkością światła. Role w kultowych produkcjach, takich jak "Wesele", "Ziemia obiecana czy "Janosik", sprawiły, że stała się ikoną, którą pokochało polskie kino PRL. Była wszędzie, a telefon urywał się od propozycji.
Tymczasem Krzysztof Wakuliński wciąż szukał swojego miejsca, a jego kariera rozwijała się znacznie wolniej. To właśnie ten drastyczny brak czasu i mijanie się w codzienności stały się gwoździem do trumny ich relacji. Sukces jednej strony stał się dramatem dla związku. Intensywność życia zawodowego aktorki pożarła ich intymność, a wielka miłość przegrała z brutalnym kalendarzem.
Osobno, ale szczęśliwie. Życie u boku innych partnerów
Choć ich drogi się rozeszły, oboje znaleźli szczęście, tyle że u boku innych osób. Krzysztof Wakuliński odnalazł spokój przy kostiumografce Marii. Z kolei Bożena Dykiel swojego męża, Ryszarda Kirejczyka, poznała w egzotycznej scenerii japońskiego planu filmowego. Spędzili ze sobą niemal pół wieku, udowadniając, że aktorka dotrzymała swojej żelaznej zasady:
Pewne zasady wynosi się z domu. W mojej rodzinie nie było rozwodów. I ja wiedziałam, że wybiorę na dobre i na złe.
Historia z Wakulińskim pozostała pięknym, choć słodko-gorzkim wspomnieniem młodości, o którym dziś przypominają już tylko stare fotografie i anegdoty znajomych.