Miała głos, który kruszył szkło, diamenty, o jakich marzyły miliony, i Las Vegas u stóp. Jednak za fasadą wielkiej diwy i burzy blond włosów krył się dramat kobiety, która dla miłości była gotowa rzucić wszystko. Choć trzykrotnie stawała na ślubnym kobiercu, jej serce należało tylko do jednego mężczyzny. Niestety, ten, którego kochała do szaleństwa, odrzucił ją, by wrócić do innej.
Trzy wesela, syn i wielka pustka. Dlaczego mężowie byli tylko tłem?
Artystka, która przyszła na świat jako Czesława Cieślak, przez całe życie szukała akceptacji i uczucia. Oficjalnie małżeństwa Violetty Villas były trzy, ale patrząc na jej biografię, trudno oprzeć się wrażeniu, że były to jedynie desperackie próby zagłuszenia samotności. Żaden z mężów nie zdołał wypełnić pustki w jej sercu.
Pierwszym był Piotr Gospodarek, którego poślubiła jako niespełna 17-latka. To z tego związku narodził się jej jedyny syn, Krzysztof Gospodarek. Później, gdy świat stał przed nią otworem, w 1967 roku wyszła za Harry'ego Benjamina Maltera. Ten związek przetrwał zaledwie rok. Ostatnią próbą stworzenia domu było małżeństwo z Tedem Kowalczykiem w 1988 roku. I tym razem historia zatoczyła koło — po niespełna roku nastąpił koniec. Mężowie przychodzili i odchodzili, ale prawdziwa miłość czekała gdzie indziej.
AKPA
Wielka gra o jedno serce. Muzykolog, który stał się obsesją diwy
Prawdziwe trzęsienie ziemi w życiu artystki nastąpiło w 1964 roku. To wtedy na horyzoncie pojawił się Janusz Ekiert. Nie był typem playboya, a jednak zawładnął wyobraźnią Villas całkowicie. Był wybitnym muzykologiem, krytykiem i powszechnie szanowanym ekspertem teleturnieju „Wielka gra”.
Dla Violetty był nie tylko kochankiem, ale i mentorem. To przy nim czuła się prawdziwą artystką, a nie tylko ciekawostką sceniczną. Ich relacja była burzliwa, pełna intelektualnych starć i namiętności. Ekiert imponował jej wiedzą i ogładą, której tak bardzo pragnęła. Dlaczego więc ta "perfect couple" nie mogła być razem oficjalnie?
Rozdarta między Las Vegas a miłością. Listy zza oceanu
Gdy w drugiej połowie lat 60. Violetta Villas została gwiazdą rewii w Casino de Paris w Las Vegas, Ameryka leżała u jej stóp. Dysponowała czterooktawowym sopranem koloraturowym, który zachwycał recenzentów za oceanem. Ale nawet w blasku neonów i w oparach luksusu, jej myśli biegły do Polski.
W tle tej miłości zawsze czaił się cień innej kobiety. Janusz Ekiert był bowiem związany z wybitną pianistką, którą była Lidia Grychtołówna. Villas żyła w ciągłym rozdarciu. Śpiewając swój wielki hit „Nie ma miłości bez zazdrości”, mogła czerpać z własnego bólu. Wiedziała, że w Polsce czeka na nią mężczyzna, który wciąż nie potrafi podjąć ostatecznej decyzji.
Nie ma miłości bez zazdrości — te słowa brzmiały w ustach Villas jak dramatyczne wyznanie, a nie tylko estradowy szlagier.
Dramatyczny koniec w 1973 roku. "Zostawił ją i wrócił do żony"
Rok 1973 przyniósł definitywny koniec złudzeń i ostatecznie złamał serce gwiazdy. Janusz Ekiert dokonał wyboru. Zamiast burzliwego życia u boku nieprzewidywalnej diwy, wybrał spokój i lojalność. Zostawił Villas i wrócił do Lidii Grychtołówny, z którą później wziął ślub. Dlaczego kobieta, u której stóp leżał świat, nie potrafiła wygrać z milczącą pianistką?
To był cios, po którym Violetta nigdy w pełni się nie podniosła. Ekiert stworzył z Grychtołówną szczęśliwe małżeństwo, które trwało aż do jego śmierci. Dla Villas pozostała rola tej drugiej — odrzuconej i niespełnionej.
Samotność w Lewinie Kłodzkim. Czy kiedykolwiek o nim zapomniała?
Finał tej historii jest równie smutny, jak jej przebieg. Biografia Violetty Villas zakończyła się w samotności, w rodzinnym domu w Lewinie Kłodzkim. Artystka zmarła 5 grudnia 2011 roku, pozostawiając po sobie legendę i utwory takie jak „List do matki”, które do dziś wyciskają łzy.
Janusz Ekiert przeżył ją o pięć lat. Zmarł w 2016 roku w wieku 85 lat. Czy pod koniec życia wspominał szaloną miłość z diwą? Tego się nie dowiemy. Pewne jest jedno — Lewin Kłodzki stał się ostatnim azylem dla serca, które pękło w 1973 roku.