Bożena Dykiel to jedna z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego show-biznesu, którą miliony widzów kojarzą jako Marię Ziębę z „Na Wspólnej”. Choć na ekranie bywała głośna i bezkompromisowa, w życiu prywatnym od niemal pół wieku tworzyła nierozerwalny duet z mężczyzną, którego historię można by opisać jednym zdaniem: przywiozła go sobie z Japonii.
Miłość w cieniu Fuji. To nie był zwykły kontrakt filmowy
Wiadomość o śmierci Bożeny Dykiel była ciosem dla fanów serialu "Na Wspólnej". Ta nietuzinkowa postać miała też niezwykłe życie prywatne. Zamiast magnesów na lodówkę czy lokalnej ceramiki, Bożena Dykiel z egzotycznej wyprawy przywiozła życiowego partnera. Aktorka poleciała do Japonii na plan filmu „Ognie są jeszcze żywe” nastawiona na ciężką pracę, a wróciła z miłością życia. To tam, tysiące kilometrów od domu, jej drogi przecięły się z Ryszardem Kirejczykiem, który pełnił na planie funkcję kierownika produkcji.
Gwiazda zbliżała się do trzydziestki i miała twarde zasady – interesowały ją tylko poważne relacje. Ryszard, który po cichu się w niej podkochiwał, okazał się strzałem w dziesiątkę. Między dwojgiem Polaków na obcej ziemi zaiskrzyło błyskawicznie, a Bożena Dykiel od razu wiedziała, że to mężczyzna na całe życie.
Był wykształcony, miał poczucie humoru i bardzo o mnie dbał. Nie chodzi o to, że podał płaszcz czy otworzył drzwi, tylko z wyprzedzeniem myślał, co mi sprawi przyjemność. Zakochaliśmy się w sobie. Od razu, gdy go poznałam, poczułam, że mogłabym mieć z nim dom i dzieci. Bogu dzięki, że go przywiozłam.
Decyzja o wspólnym życiu zapadła w ekspresowym tempie. Zaledwie pół roku po powrocie do kraju para stanęła na ślubnym kobiercu. Tak rozpoczęła się ich wspólna podróż, która trwała nieprzerwanie od 45 lat.
AKPA
Wszyscy mówili jej po imieniu, ona do męża zwracała się z dystansem. Tajemnica „Pana Rysia”
Po powrocie do polskiej rzeczywistości nie było mowy o luksusach – nowożeńcy zamieszkali w wynajętej kawalerce i budowali wszystko od zera. W życiu zawodowym Bożena Dykiel grała postacie wyraziste i dominujące, co udowodniła w kultowych „Alternatywy 4” czy „Wyjście awaryjne”. W domu jednak zrzucała kostium gwiazdy i stawała się strażniczką domowego ogniska.
Dla aktorki tradycyjny model rodziny to nie puste hasło, ale codzienna harówka i troska. Słynęła z tego, że jej córki nigdy nie wyszły do szkoły bez zrobionych przez mamę kanapek, a dom zawsze pachniał obiadem. W tym układzie podział ról jest jasny: ona dbała o ciepło rodzinne, a Ryszard Kirejczyk zapewniał bezpieczeństwo i stabilizację.
Największe zdziwienie budzi jednak sposób, w jaki aktorka zwracała się do ukochanego. Mówiła do niego per „panie Rysiu”. Choć dla postronnych może to brzmieć jak chłodny dystans, dla niej był to wyraz najwyższego szacunku do głowy rodziny. To właśnie ten staroświecki sznyt i wzajemna atencja scementowały ich relację na dekady.
45 lat w świecie rozwodów. Bożena Dykiel i jej patent na miłość idealną
W branży, gdzie małżeństwa trwają często krócej niż jeden sezon serialu, staż Bożeny Dykiel i jej męża to prawdziwy Mount Everest. Byli razem od 45 lat i skutecznie chronili swoją prywatność, stroniąc od wspólnego pozowania na ściankach. Ich recepta na udany związek opierała się na prostych fundamentach: odpowiedzialności i byciu dla siebie oparciem.
O moim mężu mogę mówić wyłącznie dobrze. Jest ciężko zajęty i zapracowany, a przy tym konkretny, odpowiedzialny. Dla niego, tak jak dla mnie, najważniejszy był dom. Mam w nim oparcie.
Historia tej pary udowadnia, że gwiazdy polskiego kina nie muszą karmić mediów skandalami, by wieść fascynujące życie.